Kartka z pamiętnika White Queen

Luty 10th, 2010  / Author: admin

Podeszłymy pod Manka i zobaczyłyśmy tego gośćia
-wydaje się dziwnie znajomy… nie sądzisz?? powiedziała turkawka
-hmm racja…
-Oż kurwa! to ten sprzedawca…
Zaczoł do nas machać i wołać to siebie, miał czarne włosy na gelu i niebieskie oczy, podeszłyśmy ale Turkawke musiałam ciągnąc bo tak sie wystraszyła
-no chodz do diabła! nie zachowuj sie jak dziecko..!
-cześć!-krzyknoł boy
-nom hej jesteśmy tu jak obiecałysmy wiem ze chcesz pogadać z turkawką więc ja pójde…
-nieee! nie idz.. bądz z nami
Słysząc to moja towarzyszka zaczeła uciekać, szybko pobiegłam za nią ale nie mogłam jej dogonić bo była za daleko…
-no dobra, ona uciekła wiec może powiesz o co chodzi mi? a napewno jej przekaze tą niby ważna sprawę
-o.k. bo wiesz ja sie w niej eghh hmm ehh… no dobra bujnołem!
-taaa nie trudno zauważyc jak sie na nią patrzysz…
-powiedz jej to i zmuś zeby sie ze mną spotkała! bo jak nie…
- to co??
-to nie pojdziecie na tą impreze
-jaką????
-aa taką… przekonasz się jak przyjdzie ona na randke ze mną
-dobra, dobra a co mi za to dasz??? oprocz tej imprezy..
-a no mam towar moze się skusisz???
-no jasne, ale już lece… musze znaleźć turkawke i z nią pogadać.
To mówiąc odeszłam od niego w głąb rynku… wyjełam koma i zadzwoniłam do Turkawki
-halo???(przerażony głos)
-co ty wyprawiasz cioto?! on chciał z tobą pogadać, musisz z nim iśc na randke! juz cie prawie umówiłam słyszałas?!
-nie wiem… zastanowie sie… teraz gdzie jesteś?
-spotkajmy sie, jestem na ul. 3-go maja przyjdz tam czekam!
(po 5 minutach
-no hej…
-ja ci tyle powiedziałam! musisz isc na randke zadzwon jeszcze do niego to sie umówicie juz tak szczeołowo… a teraz musze isc do apretki po test ciążowy… bo tak sie czuje jakby jakiś bahor był w moim brzuchu…
-oki to ja ide z tobą a pozniej do ciebie sprawdzimy ok??
-ok.
(w domu Linici)
-i co?? jaki wynik testu…
- o boże….
CDN:D

koniec?

Luty 6th, 2010  / Author: admin

Zmieniam się.
Mam coraz mniejszą potrzebę bycia tutaj.
Chociaż z drugiej strony nie chcę rezygnować z tego.. hm.. pamiętnika?

Więc narazie robię przerwę.
Może kiedyś wrócę.

dawno nie pisałam.

Luty 4th, 2010  / Author: admin

dawno nie pisałam. Ale musze stwierdzić, że jakoś nie odczuwałam potrzeby..
W zasadzie nic się nie zmieniło.
Co sobota gramy z black bird.
Dzisiaj też xD
Wypiłam Lesia (mocnego.), porozmawiałam, pobawiłam się nóżką królika (nieżywego już) i niechcący (?) rozwaliłam paluszki. Ups.
A króliczek.. fajny był. Jak żył.

Jakieś 2 tygodnie temu przebiłam wargę.
xD

Żyję na tym świecie.

Styczeń 28th, 2010  / Author: admin

Żyję na tym świecie. Na świecie, którego niekiedy nie mogę pojąć.
Patrzę przez okno – widok niby ciągle ten sam, ale..? Każde spojrzenie jest inne, więc widziany obraz też.
Drzewa, budynki, samochody, słońce próbujące przebić się przez gęste chmury ..
Jest kolorowo.
Może mój świat nie ma intensywnych barw, ale te delikatne kolory nadają mu sens.

Ta.. mój świat.
Mój własny, prywatny xD
Bo każdy ma swój. Stworzył go tak jak umiał. Jak chciał.

‘brak wiary – każdy bogiem sobie sam..’

Stworzył go tak jak chciał. Nie zawsze dobrze.
Ale zawsze jest czas na poprawki. Choćby te najmniejsze.

Wczorajszy koncert, co tu dużo mówić, udał się.
Ah szkoda, że to już minęło..
Kocham ten zespół xD
Tą muzykę xD

Ah! moje życie

Styczeń 26th, 2010  / Author: admin

Ah! moje życie ostatnio polegające przede wszystkim na muzyce wyjątkowo mnie satysfakcjonuje. Grając czuję wręcz, że żyję xD I o to chodzi!
Kocham te próby (te piątkowe i te sobotnie^^), ten zespół, otaczających mnie ludzi.. a nawet Guliverka (:*) xD
A żeby było jeszcze piękniej dodam, że jutro gramy koncert z Black Bird (ah:) i Arkasamem.
piątek 1 grudnia ‘06
godz. 17.00
PERFORMANCE
Koncert jest charytatywny. Dochód przeznaczony na leczenie chłopca z zespołem Turnera. Warto pomóc. Warto przyjść. I posłuchać. I poskakać. Naprawdę xD

Dobiegające z głośników “Fade to black” (Metallica) kieruje mnie w stronę gitary xD Wiec idę po wiosło. I będę grać.
Teraz kończe.
Pozdrowienia dla wszystkich
I zapraszam na koncert!

Uh!

Styczeń 14th, 2010  / Author: admin

Uh! wczoraj było wspaniale xD imieninki u Chudego .. taa xD
szczegóły wolę pozostawić dla wtajemniczonych ^^
A czerwone wino kocham xD i nawet zaczynam lubić zielonego Leszka xD
tylko, że juz nigdy nie będę pić kawy wieczorem. Bo nie śpię.
Ale jakie są piękne uroki nieprzespanych nocy! Cisza, spokój, odgłosy deszczu muskającego szyby.. szczur w klatce domagający żarcia xD
ta.. żyć nie umierać! ( więc może jeszcze kawe się o 21.00 zastosuje ..)
Pozdr. wielkie dla Chudego i ekipy (xD), Sary i Angi xD
Baj ^^

hej … dzieki

Styczeń 4th, 2010  / Author: admin

hej … dzieki za komciaki jestescie bosscy :* ale wiem ze stac was na wiecej :P P pisze ta notke bo bardzo zaniedbalam tego bloga :( za co wielkie sooory nie wiem o czym pisac bo raczej nie mam ciekawych historiii :) a wiec koncze papa :*
pozdrowienia dla calej klasy 1e :)

PS. ” Bo to co dla mnie mialo sens odeszlo razem z toba … “

długa noc

Grudzień 26th, 2009  / Author: admin

Anioł wstał i wyszedł drzwiami ukrytymi za kotarą zakrywającą tylną ścianę komnaty. Ze swojego pokoju wziął ciężki miecz, zarzucił go na plecy, krótki miecz przypiął do pasa, tak samo jeden sztylet. Drugi schował do kieszeni w bucie.
Nagle roześmiał się.
-Popadam w paranoję, na litość boską, Niszczycielu, to tylko głupie demony!
Tak, zwykły miecz półtoraręczny i sztylet powinny wystarczyć.
Do jego obowiązków jako Niszczyciela należało także likwidowanie wszelkiego tałatajstwa piekielnego, które zaplątało się w rejony niebiańskie. Zajęcie było dosyć nudne, ale zazwyczaj nie wymagało specjalnego zaangażowania. Przynajmniej mógł w tym czasie porozmyślać. Mimo to zastanawiał się już kilka razy, czy nie zrzucić tej roboty na jakiegoś młodszego Anioła. Podszkoliłby się, miał zabawę… Tyle, że wtedy Sario zanudziłby się na śmierć.
Postanowił tym razem przespacerować się po obrzeżach Niebios. Czasami podchodziły tam demony i niepokoiły mieszkańców. Przeszedł przez jeden z portali na obrzeżach miasta. Niebiosa były ogromne i gdyby chciał iść na Obrzeża na piechotę, albo pojechać konno, to nie dość, że byłoby to męczące, to jeszcze zabrałoby mnóstwo czasu. A teraz akurat nie mógł sobie pozwolić na dłuższe nieobecności w domu, bo nie dało się przewidzieć, co wyniknie w związku z Lilith. Poza tym zawsze mogli się trafić jacyś awanturnicy, którzy są gotowi spalić kilka rezydencji przy każdej nadarzającej się okazji, niezadowoleni z władzy, którą Niszczyciel, chcąc, nie chcąc, reprezentował.
Podszedł do Krawędzi. W tym miejscu kończyły się Niebiosa i zaczynała Otchłań, rodzaj ziemi niczyjej pomiędzy Niebem a Piekłem.
Wszędzie wokół było tak spokojnie. Możnaby pomyśleć, że to zupełnie zwyczajny dzień. Chociaż… taki był, przynajmniej częściowo.
W najbliższej wsi mieszkający tam aniołowie wskazali mu, gdzie prawdopodobnie ma legowisko nękający ich potwór. Tak jak Niszczyciel się spodziewał, był to średniej mocy demon. Wyglądał jak miły, choć może nieco krwiożerczy pies.
-Przykro mi przyjacielu, ale taką mam pracę.
Wystarczyło jedno cięcie mieczem, aby upiór zniknął. Szybka i prawie bezbolesna śmierć. Sario rozejrzał się po kryjówce demona. Naprawdę duża nora, z wejściem osłoniętym ładnie kwitnącymi krzakami. Normalnie musiało tu mieszkać coś większego. Ale to nie była jego sprawa. Przynajmniej na razie.

Lilith zjadła kolację sama. Później czekała jeszcze chwilę, jednak Anioł nie wracał.
„W końcu nie siedzi tu cały dzień, bo czym by się zajmował? Wpatrywaniem w sufit czy obgryzaniem paznokci?”
Wróciła do swojego pokoju. Zdała sobie sprawę, że mimo kilkugodzinnego treningu i późniejszego wspinania się po regałach z książkami nie jest prawie wcale zmęczona. Usiadła na parapecie, ze swoją kotką na kolanach.
Dom Saria znajdował się na niewielkim wzgórzu, więc miała dość dobry widok na okolicę. Ze swojego okna widziała frontowe podwórze, żelazną bramę, a dalej światła kilku innych domów. Jeszcze dalej zaczynało się miasto. Raczej niskie domy, podobne do siebie, z białymi ścianami i błyszczącymi dachami wyraźnie odcinającymi się od niemalże czarnego nieba. Gwiazdy świeciły jasno i wyraźnie, jednak nie mogła rozpoznać żadnej konstelacji. Powróciła do przyglądania się miastu. Powoli coraz więcej świateł w oknach gasło. Lilith czuła, że powieki zaczynają jej wreszcie opadać. Przez chwilę wydawało jej się, że gdzieś bliżej centrum miasta widzi ogień, po czym zasnęła.

W momencie, kiedy stwierdził, że chyba już wróci do domu, usłyszał w głowie głos Pana Wojny. Był to członek Rady Kosmosu, ale mimo to przyjaciel Saria.
„Chyba mamy pewien problem…”
„Mamy?”
„Wyjaśnię wszystko u mnie.”
Arian zerwał przekaz.
„Wygląda na to, że dziś będzie długi dzień…”
Zaśmiał się ponuro. Gwiazdy właśnie gasły, niedługo wzejdzie słońce.

porozmawiajmy

Grudzień 25th, 2009  / Author: admin

Ha, prawie bym zapomniała jej dodać… i nic by się nie stało, bo kto to czyta? aha, a do Yoshi – znowu stwierdzę, że nudne opowiadanie tworzę i kiepsko wyszło…

***

Lilith wstała niepewnie. Wciąż trochę bolały ją plecy i ręce. Spojrzała w lustro. Patrzyła na nią niesamowicie blada dziewczyna o bezdennych oczach i ciemnych, potarganych włosach, ubrana w mokrą i miejscami zakrwawiona szatę. Jej skrzydła były jeszcze lekko wilgotne i cała się trzęsła.
„Czy to wszystko naprawdę się dzieje?”
Wiedziała, że teraz nie znajdzie odpowiedzi na to pytanie, więc tylko wzruszyła ramionami. Zdjęła suknię, w której spała, umyła się, założyła świeże ubranie… Przez chwilę męczyła się z zapięciem pasków nad skrzydłami. Nieznośnie paliła ją jeszcze podrażniona skóra.
-Scheisse…*
Podniosła z podłogi grzebień i ze złością byle jak rozczesała włosy. Znowu spojrzała w lustro.
„Beznadzieja. Dno.”
Wyszła z łaźni. Jej kotka, gotowa do zabawy warowała na dywaniku.
-Ja naprawdę nie mam siły, kiciuniu…
Podrapała ją za uszami, a kotka natychmiast przewróciła się na plecy, złapała ją łapkami za dłoń i zaczęła wbijać małe, ostre ząbki w palce. Lilith, chcąc nie chcąc, uśmiechnęła się.
„Przynajmniej to się nie zmieniło.”
Założyła glany, nawet ich nie sznurując i wyszła z komnaty. Wzory na ścianach wydawały jej się dziwnie znajome, jednak ich nie rozumiała. Jakby mówiły w języku, który powinna znać, a ona zawiodła ich zaufanie.
„Jeszcze trochę, a po prostu zwariuję… o ile już nie zwariowałam.”
Uśmiechnęła się krzywo.
Udało jej się nie zabłądzić po drodze. W komnacie siedział Anioł, z nieodgadnionym wyrazem twarzy i Kira, z zaciśniętymi ustami. Spojrzały na siebie.
„Pan inteligentny…” prychnęła w myślach Kira i wyszła bez słowa wyjaśnienia. Lilith odwróciła się do Anioła. Nie słyszała jego myśli. A przecież musiał myśleć.** Spojrzał na nią, ciągle z tym dziwnym wyrazem twarzy.
-Rada już wie, że jesteś w Niebiosach.
Krótka przerwa.
-Podejrzewam, że będą chcieli się z Tobą zobaczyć.
Kolejna, trochę dłuższa chwila ciszy.
-I co? Mam im się przedstawić „Cześć, jestem Lilith, Dziecko Chaosu”?
-Och, nie. Podejrzewam, że sami się zorientują.
-To może, „Cześć, wy chyba wiecie lepiej, kim jestem, po co to zbiegowisko”.
Lilith popatrzyła na Anioła jak na nienormalnego.
-Was wszystkich trzeba zamknąć w wariatkowie.
-Tyle, że w Niebiosach nie mamy wariatkowa. – powiedział niemal ze smutkiem. – Wariatów zsyłaliśmy na Ziemię.
-A teraz co z nimi będziecie robić?
-Będą zostawali członkami Rady. – powiedział pogodnie Sario i dziewczyna nie była w stanie stwierdzić, czy żartuje. Chyba zauważył jej wątpliwości, bo uśmiechnął się radośnie.

-Zjedz coś, potem zastanowimy się, co robić dalej.
-Ty wiesz, co to znaczy „zastanowić się”? – prychnęła Kira, która nagle stanęła w drzwiach.
„Dałabyś sobie spokój.”
Było to raczej uczucie, rodzaj zniecierpliwienia, jaki demonstrował Sario w stosunku do Kiry. Wyglądało na to, że jej skrzydlaci „opiekunowie” o coś się pokłócili.
„Och, drobna różnica zdań. Sario po prostu nie lubi jak się go nazywa złośliwym małolatem, który nie myśli, jeśli tylko może zobaczyć czyjąś głupią minę…”
Lilith o mało nie zakrztusiła się pitą kawą. Bardzo dobrą kawą. Spojrzała na uśmiechającą się Panią Przepowiedni.
„Czy wszyscy w nie… Niebiosach mają takie poczucie humoru?”
„Koślawe?”
Kira uśmiechnęła się pogodnie.
„Większość go nie ma w ogóle.”
„To jest naprawdę dom wariatów.”
„Czy Ziemia taka nie była?”
„Nie wiem. Chyba była, ale ja w tym wariactwie uczestniczyłam, więc nie rzucało mi się w oczy.”
„Teraz też, chcesz czy nie, musisz przyłączyć się do tego wariactwa.”
„Dlaczego?”
„Chcesz chyba żyć?”
„Żyć… Dla mnie życie jest działaniem. A teraz… Nic nie robię.”
„Jesteś. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że to ważne.”
„Dlaczego? Dla kogo?”
„Jeśli powiem, że dla całych Niebios, to uwierzysz?”
„Nie. Niby czemu?”
„Jesteś Dzieckiem Chaosu. Możesz zmieniać swoje przeznaczenie, nie tylko je wypełniać.”
„Dziecko Chaosu…. Słyszę to już od was któryś raz, a ciągle nie wiem, o co chodzi.”
„Jesteś tu dopiero od przedwczorajszego wieczoru***, masz wiele czasu przed sobą. Pomyśl.”
Dziewczyna spojrzała w okno i lekko przekrzywiła głowę.
„To nie jest wiedza. Raczej świadomość czegoś. Rozumiesz?”
Kira skinęła głową. Wyglądała, jakby znalazła długo zagubiony fragment skomplikowanej układanki.****
-A teraz, może wyjaśnisz mi, co ty sobie myślałeś, mówiąc Radzie, że ich sobie olałeś?
-Powiedziałem ci przecież.
-Nie słuchałam, wybacz.
Pani Przepowiedni nie wyglądała, jakby jej było przykro, ani jakby była zainteresowana tym, co Anioł Śmierci ma do powiedzenia. On też nie wyglądał, jakby miał zamiar się tłumaczyć.
-Szacowanie konsekwencji czynów.
„Czy on może mówić normalnie?”
„Będziesz musiała się przyzwyczaić. Spotkać w Niebiosach kogoś wyrażającego się normalnie, to rzadka sprawa.”
-Za złamanie rozkazów nic nie mogą mi zrobić. Za krzywoprzysięstwo kara bywa niewspółmierna do czynu.
„Nie chce mi się tego słuchać.”
Lilith nawet nie zauważyła, kiedy wstała i znalazła się przy drzwiach, z ręką na klamce.
I nagle zrozumiała, że nie musi się usprawiedliwiać.

*Scheisse, właściwie przez betę, niemieckie słowo klucz. Tłumaczone na rozmaite sposoby, właściwie chyba najczęściej używane słowo. Tak ogólnie.
**surprise
***z tego można łatwo wywnioskować, że Lilith po wypiciu eliksiru spała ponad dobę – to naprawdę dużo.
****nie ma co, notka wyszła beznadziejna, czego dowodem jest ten opis. Chyba najbardziej wyeksploatowany opis w całej literaturze światowej. No, może jeden z kilku. Ale tak wyglądała, jej problem.

Biblioteka

Grudzień 16th, 2009  / Author: admin

Od razu lojalnie uprzedzam: Jeśli ktokolwiek ma ochotę to przeczytać, niech się dwa razy zastanopwi i ubezpieczy przed śmiercią z nudów… Przepraszam, ale ta akcja naprawdę nie może toczyć się szybciej…

***

W sali jadalnej siedział Anioł. NaZaplanowane stole stała waza z zupą i jakieś inne jedzenie.
-Dlaczego nie ma Kiry?
-Cóż, ma wiele innych obowiązków. Ale jutro po obiedzie zacznie cię uczyć.
-Czego?
Sario wzruszył ramionami.
-W każdym razie dzisiaj masz jeszcze wolne.
Lilith prychnęła.
-I tak nie mam tutaj co robić.
-Możesz się wylegiwać na patio albo poszukać czegoś do czytania w bibliotece.
-Masz tu bibliotekę? Gdzie?
-Nie powinnaś mieć problemów z jej znalezieniem.
Lilith skinęła głową, szybko skończyła jeść i zostawiła Anioła pogrążonego w rozmyślaniach.
Bibliotekę znalazła po rzeczywiście niedługich poszukiwaniach. Była to średniej wielkości komnata, z wielkimi regałami z ciemnego drewna, wypełnionymi księgami oprawionymi w skórę z wytłaczanymi tytułami. Przy wysokich oknach wychodzących na sad stało kilka foteli. Lilith wzięła pierwszą z brzegu księgę i usiadła wygodnie.
-„Proch i pył na wietrze”… Co to ma być?
Proch i pył. To jej coś przypominało, ale jak zwykle nie mogła sobie przypomnieć, co. Zaczęła czytać. Księga była dosyć zniszczona, część stron wyrwano lub zamazano.
„Proch i pył wiruje w powietrzu gdy nadchodzą Dni Sądu, będąc zapowiedzią tego, co zostanie. Budzi się wtedy moc w jednym z Dzieci Chaosu, Aniołów Zagłady…”

Lilith na chwilę przestała czytać. Dziecko Chaosu, Anioł Zagłady. A więc tym się stała?

„…I nastaje czas płomieni i śmierci, a gdy nie zostaną nawet zgliszcza, dusze odchodzą i radują się w Nieskończoności.”*

Z następnych kilku stron niewiele dało się rozczytać.

„Jednym z nich jest Niszczyciel, któremu dana została moc i władza nad światami, które za poleceniem władcy swego może niszczyć i powoływać.”

Znowu kilka kart wyrwanych lub zaplamionych.
„Kto się tak znęcał nad tą księgą?”

„A gdy nadejdą Dni Sądu dla NiebioZaplanowanes, przebudzi się Pani Chaosu i ukarze niewdzięcznych, co prowadzą do upadku
, a posłusznych przez ogień pośle do Nieskończoności. Na Zgliszczach zaś powstanie Królestwo Chaosu i Jego Dzieci.”

Lilith przerzuciła kolejne kilka stron w poszukiwaniu czytelnego tekstu.

„Nikt nie może przewidzieć, kiedy nadejdzie Czas Sądu, lecz Anioły Ciemności poczują swoją drogę i tylko wtedy będą niszczyć…”

Następne strony wydawały się być puste. Lilith odłożyła księgę na miejsce i zaczęła przeglądać inne tytuły…
„Księga Przepowiedni”, „Kronika Dni”, „Dzieje Niebios”, „Pani Aniołów”, „Władca”, wreszcie „Ostatnie dziecko Chaosu”.

„A ze zniszczonej planety przybędzie do Niebios i zostanie tam na czas, aż nadejdą Dni. A imię Jej będzie…”

Lilith niemal się roześmiała. Ta część karty została oderwana. Za oknem biblioteki zrobiło się ciemno, wywnioskowała więc, że czas na wieczerzę. Odstawiła księgę na półkę i wróciła do Anioła. Nie chciało jej się jeść, miała natomiast kilka pytań do zadania.