Archive for Listopad, 2009

Smutaki-Robaki

sobota, Listopad 28th, 2009

Smutaki-Robaki
Bardzo mi smutno od kiedy Szarlotka, nasz Kotek wyjechała tak daleko, daleko.
nawet straciłam wene.

10-lecie i przewalone na całego

środa, Listopad 25th, 2009

Hej tu Lazi, tak to ja co pomaga Delience pisać opko :] Dzisiaj nasze wspólne dzieło, oczywiście ja tutaj więcej włożyłam pracy żeby nie było :D :D. Teraz moja kolej więc voilia… druga część :] :*

…Zaczęła snuć plany o zemście ale nic nie przychodziło jej do głowy… Dziwiło ją to bardzo, iż nie umie znaleźć odpowiednich słów i czynów by dokopać Mimi, gdyż zawsze wychodziło jej to bezbłędnie i zawsze wszyscy zapamiętywali ją jaką wredną i mściwą osobę.
”Co się ze mną stało” – pomyślała…- „co się dzieje, dlaczego nie mogę nic sensownego wymyślić, ja królowa dowcipów i wredoty”. Z rozmyślań wyrwały ją słowa Delieny…
- nad czym tak myslisz? – spytała. Lori starała się poszukać w głowie jakiegoś sensownego wytłumaczenia, nie chciała, żeby wszyscy o tym wiedzieli, niestety po raz kolejny nic nie przychodziło jej do głowy…
- ee ooo yyy noo ten teges no wiesz przecież yyy – wydusiła z siebie. Wszyscy bacznie zaczęli się jej przyglądać, nigdy nie zdarzało jej się tak odpowiadać. Czuła, że się czerwieni…”i co teraz” -pomyślała…przecież nie powiem im prawdy… wyjdę na skończoną idiotkę…
- Nie! Nie wiemy raczyłabyś nas powiadomić – oznajmiła zirytowana jak zwykle Lazilla
-nooo….boo….noo zastanawiałam się…..zastanawiałam się, nad tym…..czy…..czy zamknęłam drzwi jak wychodziłam – “nic głupszego nie umiałaś wymyślić?” – skarciła się w duchu – “na pewno nie uwierzą”
- Przecież twoja mama jest na chacie, a w ogóle to mogłabyś już przyznać się o jakim chłopaku myślałaś? – zaczął ratować ją Gustav
- O przystojnym kierowcy autobusu – wyszczerzyła zęby i poczuła jak wracają jej siły
-no chyba, że tak-powiedziała Del – wiesz faktycznie przystojny…jak Zakościelny normalnie – wszyscy w brecht…jak zwykle zresztą, kiedy czerwono włosa z czymś wypali
- No co ty jak ta no jak jej tam! BRITNEY HOUSTON – krzyknęła Lazi, a cała paczka wbiła w niej swój wzrok i po chwili wybuchnęli śmiechem
- Britney Spears ciołku – zawołał Gusti
- A od kiedy ty taki znawca co? Aaaa lubisz ją nie? – szturchną go Georg w ramie
-No pewnie…a co dopiero teraz się skapłeś…Ja to od zawsze wiedziałam – Lazi próbowała chociaż raz powiedzieć coś mądrego…
-Jasssne…ty zawsze wszystko wiesz, nie?…-Del nie dawała za wygraną…
-Pewnie… jeszcze śmiesz w to wątpić?
-Ejj…koniec tej jakże ciekawej rozmowy wysiadamy! – przywołał je do porządku Gucio…
Lotria ponownie wróciła do swoich rozmyślań. Nie umiała nadal nic wykombinować więc postanowiła zlewać to co się stało i zapomnieć o Mimi. Jednak los gotował co innego…

Gdy tylko weszła do szkoły zaatakowała ją nauczycielka z pretensjami, że złamała rękę chłopakowi
- Ale proszę pani nie wiem o co chodzi, po pierwsze to było po za terenem szkoły, a po drugie musiałam się bronić kiedy on chciał mnie obmacać. Nie dam się poniżać, może pani jest za słaba. To mogę zorganizować lekcje samoobrony i pomóc – wyrecytowała jak z kartki łapiąc pewność siebie
Nauczycielce kopara opadła, gapiła się na nią przez chwile, nie mogąc wydusić słowa…
-mogę juz iść na lekcje? – zapytała zniecierpliwiona Lotria.
- Nie mam zamiaru stać tutaj bezczynnie – dodała i pewnym krokiem starała się ominąć nauczycielkę..
- Chwileczkę młoda panno…-zagrzmiała…- Jesteś bezczelna! Przypominam ci, że rozmawiasz z nauczycielem!
-Wiem z kim rozmawiam prosze pani, ale próbuje mi pani wmówić że złamałam komuś rękę dla przyjemności…Niech pani sobie wreszcie wbije do głowy że ZROBIŁAM TO W OBRONIE WŁASNEJ-krzyknęła Lotria i z triumfalnym uśmieszkiem czekała na reakcje nauczycielki…
która odczuła, że tę walkę przegrała. U dyrektora nie byłaby w stanie wymyślić solidnych argumentów, które Lotria zburzyłaby w ciągu sekundy.
- Dobrze idź już – rzekła sucho “bastion zdobyty” pomyślała i ruszyła podskakując co chwila do sali 3 gdzie miała się odbyć lekcja biologii, jej ukochanego przedmiotu.
Zawsze ciekawiły ją zadania i tematy o których zawzięcie opowiadała Prof. Libian, jednak tym razem myśli zżerały ją niemiłosiernie co nie umknęło uwadze profesorki
-Lotria….
-Tak prosze pani – odparła potulnie dziewczyna…prof. Libian była jedyna nauczycielką, z którą Lotria nie chciała wkraczać na wojenną ścieżkę…
-Proszę mi powiedzieć jakie pokrycie ciała występuje u skorupiaków…
-Nooo…więc…uu…skorupiaków występujeee… yyy…
-wydaje mi się że nie uważałaś kiedy o tym mówiłam…-rzekła profesorka, czerwona ze złości…
-przepraszam…to się więcej nie powtórzy…
-mam nadzieję a teraz może powiesz nam o czym tak zawzięcie myślałaś
- Ja? Pani profesor myślałam… Bo widzi pani, moja mama ma poważne problemy. Pokłóciła się ze swoim tatom i nie wiadomo czy nie będziemy się wyprowadzać. A pani rozumie jak ja to przeżywam. To bardzo ciężka sytuacja – wyrzuciła z siebie na jednym oddechu, czuła się z nowym zdarzeniem ciężko, bo okłamała ważną dla niej osobę. Przełknęła głośno ślinę i wbiła wzrok w nauczycielkę, która bacznie jej się przyglądała. Już miała coś powiedzieć, gdy po sali rozniósł się dzwonek telefonu, wszyscy spojrzeli na Delienę, która wzruszyła tyko ramionami i puściła oczko Lotri, ta uśmiechnęła się do niej w wyrazie podzięki.
Do klasy wszedł chłopak ze starszej klasy, nazywał się Rupert kiedyś starał się wygrać zakład podrywając Loriatannę jednak zrezygnował gdy ona napuściła na niego swojego owczarka podhalańskiego.
- Proszę Pani ja od dyrektora, prosi Loriatannę Freeq i Melindę Browsore do siebie – powiedział zdenerwowany i szybko wyszedł.
-Do dyrektora? – zapytała zdziwiona nauczycielka…-Ciekawa jestem co znowu narobiłyście…-rzekła profesorka – Idźcie już idźcie..
Lotria niechętnie wstała i zerknęła na Melindę…ta również podniosła swoje cztery litery i nie zważając na blondynkę szybkim krokiem zbliżała się do wyjścia…
O co może chodzić…zadawała sobie w kółko to pytanie Lori „może o tą sprzeczkę rano? Ale przecież ona w życiu nie poszła by do dyrektora….i co ma z tym wspólnego Melinda…dziwne” Musiała przerwać natrętne komórki powodujące myślenie, gdyż Rupert nacisnął właśnie klamkę do drzwi dyrektora, która strasznie głośno szczęknęła
-Dzień dobry…-powiedzieli zgodnie Melinda i Rupert…
Tylko Lotria stała z tyłu, z rękami w kieszeni i zupełnie nie przeszkadzało jej to, że dyrektor wpatruje się w nią oczekująco
Witam Loriatanno – rzekł dosadnie i dokładnie akcentując każdą głoskę wbił swój łagodny, a starający się jak najbardziej być surowy wzrok w blondynkę
- Yo – odrzuciła szczerząc zęby co doprowadziło pozostałe osoby stojące w pokoju do chichotu.
- Karygodne zachowanie doprawdy, ale mniejsza z tym. Kazałem was zawołać, bo zbliża się 10-lecie szkoły i dodatkowo początek karnawału. Chcemy zorganizować najlepszą imprezę w historii Magdeburga. Jesteście zwolnieni z lekcji przez cały tydzień oprócz dzisiejszego dnia i bierzecie się ostro do roboty. Pomagać wam będą Milena (Mimi) Thompson, Efendi Creep, Katie Summers, Deliena i Lazilla Anderson, grupa sportowców, a ze starszych klas to Rupert – wskazał na bruneta – Georg Listing, Gustav Schafer, Sasha Lio oraz Marcus Schmidt. Wszystko ma być perfekcyjnie, karaoke, grupy taneczne, koncerty. Zajmujecie się wszystkim zrozumiano?
-Karaoke?…zajeee…tzn…suuuuuuuper…! Oczywiście wszystko będzie na tip top-zawołała radośnie blondyna – tylko czy koniecznie Mimi musi nam pomagać?
-Mimi? – zapytał zdezorientowany dyrektor..
-tzn. Milena Thompson, chciałam powiedzieć. Poradzimy sobie bez niej, ona nie jest nam do niczego potrzebna. I jeszcze Rupert – powiedziała oburzona dziewczyna – bez nich damy sobie rade, obejdzie się, bo po co mają się męczyć – zapewniała, a w środku myślała „weźcie tych debili, bo ich zabiję”
-ale milena to świetna dziewczyna, będzie fajnie jak będzie nam pomagać – zaświergotał Rupert…
-On ma racje – rzekł dyrektor…A Lotria zmierzyła starszego kumpla morderczym spojrzeniem…”szkoda, że nie można zabijać wzrokiem” – pomyślała wściekła Lotria…
-No to wracajcie już na lekcje, macie tydzień…i pamiętajcie wszystko ma być perfekcyjnie przygotowane!
-Jasneee – rzekła ponuro Lotria. Wyszła z gabinetu dyrektora i trzasnęła drzwiami, tak że biedny Rupert, który akurat wychodził dostał w nos…
-Ałaaaaaaaaa – usłyszała Lotria, otworzyła z powrotem drzwi i wycedziła przez zęby w stronę chłopaka
-dobrze ci tak idioto
- chociaż na czas pracy moglibyśmy jakoś normalnie pracować, słuchaj choć raz pójdź na układ. Tydzień i wszystko wróci do normy dobra? – zaproponował rudzielec dotykając swojego nosa. Loriatanna zaczęła rozważać propozycję. W sumie to nie był taki zły pomysł, można by odwalić perfect robotę zadaną i zaczął znowu niszczyć wszystko w około. To wyśmienity tydzień na prace i na obmyślanie wrednych kawałów. Uśmiechnęła się po chwili i odrzekła
- Dobra – najwidoczniej zaskoczyła chłopaka tą decyzją, jednak po chwili odwzajemnił uśmiech. Obydwie dziewczyny szły w ciszy do sali i z pewnością miały na myśli tylko to, że cała zabawa będzie walką, walką o przetrwanie. Każda będzie chciała dać z siebie wszystko i wyeliminować przy okazji wroga numer jeden.
Teraz zostało tylko powiadomić osoby wyznaczone i nauczycielkę o zaistniałej sytuacji, tak żeby reszta nic nie wiedziała. Lotria nie miała z tym żadnych problemów, niechętnie podrzuciła Mimi karteczkę z krótkim wytłumaczeniem, a po lekcji z trudem znalazła Georga i Gustava i umówiła się ze wszystkimi (razem z nią 22 osoby) na spotkania, które miały odbywać się u niej w domu, codziennie o 16. Wszystkim plan spodobał się i nikt nie zaprzeczał, nagle wszyscy byli pełni pomysłów. A biedna Lotria myślała tylko jak pogodzić pracę z życiem osobistym.

Wracając ze szkoły nabierała ją ochota na to by dokopać Baronowi Salcesonowi, że zburzył jej porządek dnia codziennego, jej przyjaźń i w ogóle całe jej życie. Niestety jej się to nie udało, bo gdy miała skręcać na jego podwórko jakaś piękna kobieta o blond włosach i ciemnych oczach oznajmiła jej, że Baronowie wyprowadzili się dziś rano. Zawiedziona wróciła do domu, odechciało jej się jeść, żyć, spać i w ogóle wszystkiego. Klapła na łóżko i włączyła telewizor, zaczęła oglądać Ostry Dyżur. Mijały minuty, godziny, kolejne seriale i programy mijały, a Lori nie miała zamiaru kończyć. Tym bardziej wkurzyła się gdy usłyszała dzwonek do drzwi i uświadomiła sobie, że mama wraca dziś późno.
- Już chwila – darła się zbiegając ze schodów i idąc szybkim krokiem do drzwi. Była prawie pewna, że to jej brat Aldon, albo listonosz jednak myliła się. Otworzyła drzwi i stanęła jak wmurowana, oto przed nią…

za dużo by się chciało nie :P Na reszte czekać… I dopytywać się Delieny co będzie next :] Deliena prosi również o pomoc, kogoś kto zna się dobrze na html na mylogu i wie jak dodać muzykę i różne inne ciekawe rzeczy. Prosi o kontakt na gg: 755086, pocztę deliena@buziaczek.pl lub aby pisać z księdze gości. Nagrodą jest dziesięc sensownych długich komentarzy, dodanie do ulubionych lub do listy linków oraz specjalny fajniutki dyplomik :D :D I może małe życzonko :P Pozdrawiam

(więcej…)

“Szczera do bólu!”

piątek, Listopad 20th, 2009

Ten oto tytuł widnieje w artykule o avril z czerwcowego czasopisma Popcorn. Zdecydowałam się go kupić, by zapewnić sobie dobrą zabawę. Oto i on (w kwadratowych nawiasach mieszczą się moje dopowiedzenia):

“Twarde łokcie, intuicja i samozaparcie – to wszystko trzeba mieć, żeby osiągnąć szczyt. Przydaje się też niewyparzony język i nieopkorna natura. Macie jakieś wątpliwości co do tego? Spójrzcie na Avril, a przekonacie się, że naszej tezy nie wzięliśmy z powietrza [Dziwne, nadal uważam, że jednak ją stamtąd wzięliście.]! Ta dwudziestoletnia dziś skejtowa dziewczyna [Avril nawet media udało się oszukać. Świat schodzi na psy] wniosła coś nowego do muzycznego świata [Przepraszam bardzo, ale co nowego wniosła? Co najwyżej nowy styl pozerów], rynku przepełnionego plastikiem i wyuzdanymi klipami [A ona nie jest sztuczna? Ahhaaaa.]. Zdobyła serca publiki buntem i rebelią duszy, wyrażone w pop-punkowych kawałkach [Pop-punk? Buahaha!!! Zdobyła serca publiki buntem? Oto dowód na to, że avril przyciąga stylem, a nie muzyką]. Słuchacze od razu poczuli, że jest ktoś, kto umie nazwać rzeczy po imieniu [Skarbie, zostawiłeś mnie na pastwę losu, ale ci dam w dupę, bo jestem buntownicą. Czyli teksty takie same, jakie mają popstar, od których avril niczym się nie różni], z pedantyczną starannością opisuje swoje uczucia [Britney też tak robi 'Tak podniecona, wpadłam na całego, skarbie"], nie siląc się na poprawność. Cała Avril [-pozer, który kocha pieniążki]. Jej znajomi mówią, ze zawsze się wyróżniała – inaczej się ubierała, wszędzie jej było pełno, zawsze chciała być zauważana [Hehe, od dziecka była pozerem. Ale wiecie co? To jest gówno prawda - wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, z bloga  :  Avril jest wieśniarą!]. “Zawsze chciałam być w centrum uwagi, wiedziałam, że jestem do tego stworzona {tak, yhy, pierdu-pierdu, a walizka po peronie ucieka]. Kiedy byłam mała, udawałam, że łóżko to scena i śpiewałam głośno do wymyślonej publiczności [Słyszycie? Avril ma coś z głową!] – mówi sama o sobie.
Co tu dużo mówić – nie zawsze droga od marzeń do rzezcywistości jest nie do przebrnięcia. Na poważnie Avril zajęła się śpiewaniem w wieku 16 lat, kiedy to podpisała pierwszy kontrakt płytowy z wytwórnią Arista Records, po tym jak spodobała się szefowi tejże firmy – samemu Antonio “LA” Reid [Spodobała się i postanowiła zrobić z niej maszynę do rżniecia forsy.]. Do serc trafiła debiutanckim singlem “Complicated” i tym, że nie dała się przerobić na modłę speców medielnych [Nie, oczywiście, że nie, wystarczy spojrzeć na któekolwiek ze zdjęć. Masa make'apu i kreowanie się na punka, to wcale nie jest wireunejk pod publikę utworzony przez speców] – pozostała amatorką skejtu, maksymalnym przeciwieństwem topowej skiężniczki popu, Britney Spears [No jasne, wystarczy tylko popatrzeć na zdjęcia z poprzedniej notki.]. Badano jej łatkę Alanis Morisette, co momentami Avril wpieniało. “Porównują nas do siebie, bo obie jesteśmy Kanadyjkami, lubimy rock i mamy długie włosy [metalo-gotho-gitaro-mastero ;) ], ale, do cholery, nie jestem nową Alanis Morisette!!” [A więc kim? Nową Britney, co nie?] – irytuje się. Pierwszy album pyskatej [LOL], jeszcze wtedy, nastolatki wylądował w rękach czternastu milionów sympatyków drapieżnego popu [Jeszcze przed chwilą nazwaliście to pop-punkiem. Jakieś wątpliwości co do tego, ze avril gra pop???]. Gdzie leży sekret tego sukcesu? [Ja wiem gdzie - pseudo-mroczny styl avril kreowanej na ostrą buntownicę z gitarą w łapach.]. Avril sama pisze teksty i muzykę do swoich utworów [no jasne, oczywiście, że tak], co oznacza, że jej twórczość [że co??? Oni to nazywają TWÓCZOŚCIĄ???] to nie sztampa, nie głodne kawałki, a samo życie [Oczywiście, ze nie, ja nie przeczę absolutnie]. Opowiedziane językiem młdozieży [pozerów, nie młodzieży], trafiające swą prostotą do serc [słyszycie? PROSTOTĄ. Nawet ta durna gazeta nie bagatelizuje moich słów twierdzących, ze niezwykle skomplikowane utwory opierają się na 3 akordach.]. Co znamienne, Avril postawiła jeden koronny warunek szefostwu swojej firmy fonograficznej – kiedy ci zaproponwali jej napisane przez swoich speców piosenki, ścięła ich wtedy wiadomością, że ma już swoje utwory – nie chciała śpiewać dla bicia kazy, tylko chciała wyrazić siebie [A to dobre, hahaha!!!! Lepszego dowcipu to ja w życiu nie słyszałam!! :D DDD]. “Długo nie utrzymałabym się na rynku [Widzicie? Avril dba o to, by być na rynku, chce trzepać kasę i tyle.], ale nie dlatego, że nie znalazłabym odbiorców, ake przez to, że zadręczyłabym się śpiwaniem pod kogoś. To nie dla mnie [A co niby terza robisz? Jesteś sobą? To jakim cudem jeszcze żyjesz?]“. Ta autentycznosć i bezkompromisowość [hehehe] wiedzie Avril do wielu nagród i nominacji [Ci ludzie chyba nie mają słuchu] do najważniejszych wyróżnień w branży muzycznej. Konkrety? Może ona poszczyciś się ośmioma nominacjami do nagrody Grammy z ubiegłego roku, a w tym rywalizuje z innymi artystami aż w pięciu kategoriach [Chryste Panie, co się dzieje na rynku muzycznym! Aż strach się bać!]. Kanadyjski, czuli rodzinny przemysł muzyczny uhonorował ją nagrodą w kategorii Artystka roku oraz Popowy album roku [hehe, a ona się zapiera, że gra rock :D I jej fani nie widzą, że nie zdobywa rockowych nagród :D ] (“Under My Skin”), a jej rodacy docenili ją i przyznali nagrodę “oldfanowską”.
“Jestem szczera do vólu, śpiewam o tym, co myślę, co czuję, nie udaję. [A był smok?] Jeśli ktoś myśli, ze pazurki pokazuję tylko po to, żeby sprzedać jak najwięcej płyt, po prostu gada największe bzdury pod słońcem, bo mnie nie zna!” – zapewnia Avril [Biedna dziewczynka, przestraszyła się, że traci fanów, bo ludzie przestają widzieć w niej punka i teraz próbuje nas okłamać, żeby przyciągnąć ich znów. Avril, nie trzeba cię znać by WIDZIEĆ, czemu mają służyć te trampki i tona tapety na ryju.]. Jej piosenki z największą szczerością traktują o miłości [No pewnie, przecież pseudo-szczerość w sprawach miłosnych najlepiej się sprzedaje]., o rozczarowaniu i sama mówi o sobie, że tak naporawdę jest staroświecką romantyczką [I co? naeet już nie próbuje udawać, że jest inaczej, przyznała się do kłamstw - gratulacje!]. I przyznaje, że nie umie ubierać swych emocji w piękne słówka. [Kłamstwo goni kłamstwo, ah, ta avril] “Jeśli jestem zła, wściekła, sfrystrowana, nie powiem przecież, że czuję się z lekka podenerwowana, bez przesady! [Przecież tak ostre buntownice jak ja, muszą pokazywać swą dziką agresję!] Ja kocham autentyzm [to od razu widać, no nie?], wszelka sztuczność powoduje we mnie odruch wymiotny [oczywiście, że tak, wystarczy spojrzeć tylko na zdjęcia z poprzedniej notki] i nie oczekujcie, że spokornieję! [jak widać, doczekaliśmy się.]” – zapowiada Avril. Czy czegoś żałuje? Nikt jeszcze tego od niej nie usłyszał, co oznacza, ze raczej ejst zadowolona ze sposobu prowadzenia kariery [Bo wszyscy wiedzą, że lubi pieniążki.]”

Na więcej nie mam uż siły, Wy zapewne też nie. Przytoczę tylko jeden cytat w artykule i jego tekst końcowy.
“Nie mam zamiaru robić muzyki o różnych, powalonych farmazonach, dla mnie jest ona wyrazem mnie całej!”
Avril, czy ty kiedyś przestaniesz kłamać??

“Na razie uwględniła polskich fanów, dla których zagra już 5 czerwca w Katowicach [Niedni katowiccy Anty-fani!]. Będzie to jej pierwszy [I mam nadzieję, że ostatni ;) ] koncert dla polskiej publiczności, przyznaje, że jest lekko zestresowana. Niepotrzebnie jednak, prawda? [NIE, nie prawda.]. Dla nasto wielka, niebagatelna okazja, żeby zobazcyc Avril na żywca, jak daje czadu na scenie [no, rzeczywiście, strasznego czadu, Z dupy czadu, jeżeli już.]. Gdy piszemy ten artykuł, od koncertu Avril dzieli nas prawie miesiąc i aż tupiemy nogami ze zniecierpliwienia [to sobie tupcie dalej.]. Wierzymy, ze ani polska publiczność, ani Avril nie zawiodą! [Niestety, zawiodła i publika, i avril ;) ]. Do zobaczenia w katowickim Spodku!”

Dzisiaj notka bez zdjęć, za to treść wyczerpująca. Pozdrawiam.

(więcej…)

Just like heaven

czwartek, Listopad 19th, 2009

Just like heaven
Szarlotka się żegna …
Już w piątek wylatuje do Irlandi .
Więc żegna się teraz bo pewno zapomni później … eś xP
Szarlotka ściska wszystkich mocno i w ogóle :)
Trzymajcie się misiołki
(eś … to jakieś pokemonkowe słownictwo te misiołki…ale mniejsza o to)
Nie będe tutaj wymieniała wszystkich i żegnała się z każdym osobiście i wygłaszać jakieś przemowy … to się znajdzie niedługo na moim osobistym blogu  (ah. nie ma to jak reklamy xD )
Będe tęsknić również za tym blogiem … bo będzie mi brakowało śmiania się z własnej głupoty …
Bo najpierw coś sama tu napisze i dodam , albo BRyNiA albo razem ..
a potem wchodze i to czytam i sie brechtam poprostu .
Ale to dobrze być takim stukniętym ..
Przynajmniej życie można sobie umilić :)
Może jak dorwe neta wi Irlandi to coś skrobne .
Ale puki co ..
… do zobaczenia za dwa miesiące wszystkim !

Hey

czwartek, Listopad 19th, 2009

Hey ho let’s go !
Czas na nową notke .

Ostatnio wiele sie działo .
Ale ja nie o tym teraz .
Bo to jest sensacyjna wiadomość .
Terror mojej mamy jakoś się złagodził .
Bo mi pozwala wyjść w piątek .
Więc z tego podowu idziemy z maffią porobić
coś kreatywnego na Bałtyku :D

GRIN PISS for everyone !

(więcej…)

Jednojajowy… W to nie wątpię :::… CZĘŚĆ >> 1

niedziela, Listopad 15th, 2009

Bez paplaniny notka :D :D

Stała osoba, której właśnie w tej chwili się nie chciała widzieć, nie chciała z nią rozmawiać, patrzeć w jej duże oczy i słuchać jej miłego głosu
- Co tu robisz? – spytała starając się być jak najbardziej obojętna, choć jej to w ogóle nie wyszło. Odczuwała stres, przygnębienie, żal, złość. Tyle rzeczy naraz, że ją samą w środku to przerażało.
- Bo ja chciałam porozmawiać – odrzekła Mimi
- A jest w ogóle o czym? Bo ja uważam, że wystarczająco przegięłaś i jeśli nie chcesz zrobić sobie siary na oczach całej szkoły to spadaj stąd i nie wracaj już nigdy. Hmm… A może twojej mamie się kaszka skończyła? – zadrwiła i z satysfakcją przeglądała się jak koleżanka czerwienieje ze złości i zaciska złowrogo pięści
- Jeszcze zobaczymy – wyszeptała Mimi, jej złość zaczęła przeistaczać się w płacz
- Oj czarno to widzę. Jeszcze życie cię nie nauczyło, że ze mną się nie zadziera? Żałosne doprawdy – zakończyła Lori z triumfalnym uśmieszkiem na twarzy i zamknęła drzwi. Stała tam jeszcze przez chwilę i nasłuchiwała, doszły do jej uszu dziwne dźwięki, otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Mimi płakała „nie możliwe, przecież ona nigdy taka nie była, nie płakałaby dlatego, że powiedziałam jej co myślę w dość znaczący sposób”. Uchyliła lekko drzwi i stanęła za przyjaciółką, a ta najwyraźniej nie zauważyła obecności Lori
- Chciałam mieć w tobie przyjaciółkę, oparcie w Tobie silne, chciałam byś była moi powietrzem, moim podłożem, drogowskazem w życiu, ściągom na lekcji, moim sercem, moją siostrą, nauczycielką, a ty mnie zraniłaś. Zabroniłaś mi żyć, zabroniłaś kochać, a to nie ja kieruję sercem zapomniałaś, że ono samo wybiera. Ja już go nie kocham, nie kochałam, zauroczyłam się, a Ciebie zawsze będę kochać jak siostrę. CZY TO TAK WIELE? – w tym momencie Mimi odwróciła się i nieświadoma niczego wykrzyczała przerażonej i zamurowanej Lotri w oczy, „no to klapa” pomyślała i stwierdziła, że najlepiej będzie jak zmyje się, bo wyjdzie na debilkę. Tak też zrobiła, cofnęła się dwa kroki i pomału zamknęła drzwi, oparła się o nie i głośno oddychała słysząc oddalające się popłakiwania koleżanki.
Wróciła do oglądania telewizji, jednak nie wytrzymała długo, wyrzuciła z impetem pilota przez okno i usłyszała donośny krzyk. Wyjrzała przez nie i spojrzała w dół, stał tam jakiś chłopak w czarnych włosach macający swoją głowę i klnący pod nosem. Nie wiadomo do końca co miał na głowie, bo była to jakaś niezidentyfikowana fryzura, coś z tyłu miał postawione, na prawe oko opadała niewydarzona grzywka. No jednym zdaniem kupa czarnego siana. Oburzona tym widokiem położyła się na łóżko i zaczęła myśleć o Mimi.
”Trzeba było tam zostać i z nią pogadać, teraz wyjdę na potwora bez serca, a zresztą przecież i tak wszyscy wiedzą jaka jestem. Ale to byłą moja przyjaciółka!! Tak świetnie się rozumiałyśmy do późna, nie znajdę drugiej takiej przyjaciółki. Tyle lat się kumplowałyśmy i nagle to wszystko ma się rozwalić…błąd… to już się rozleciało, ale przecież nie jest za późno, żeby wszystko zmienić? Zawsze mogę iść do niej, porozmawiać i… przeprosić… co?! Ja i przepraszanie?!! Przecież to ona zaczęła, to jej wina”
- TY SKOŃCZONA IDIOTKO!! – krzyknęła na cały głos – Jak to jej wina??!!!! Przecież to ty do cholery zaczęłaś awanturę, kiedy dowiedziałaś się o jej miłości. To ty wszystko popsułaś… uhh!! Kretynka ze mnie – zakończyła swoje wywody i schowała twarz w dłoniach przenosząc się na pozycję siedzącą. „Co by tu zrobić, żeby się z nią pogodzić? Lotria zjebałaś sprawę nie ma co” – kontynuowała walkę z sobą samą, przerwał jej dzwonek do drzwi. Podskoczyła jak oparzona i zaczęła gorączkowo myśleć kim może być ten owy gość. „Mimi!! Tak to ona… wróciła, żeby jeszcze raz ze mną porozmawiać”
- MIMI!! – krzyknęła i kiedy otwarła drzwi rzuciła się na szyje osobie stojącej za nimi, po chwili ocknęła się, że to wcale nie jej przyjaciółka tylko ten palant z kupą na głowie, który dostał pilotem w pusty łeb „Boże”
- Eee sort, ale byłam umówiona, dawno nie widziałam swojej starej kumpeli i myślałam, że to ona – oznajmiła i po chwili namysłu dodała – A ty kto? I po co?
- Yyy no ja jestem Bill Kaulitz, mieszkam tu od niedawna, w sumie to od wczoraj i… chyba pilot Ci wypadł bo dostałem nim w głowę – wyszczerzył swoje, a Lori tylko wyrwała mu go z ręki i zatrzasnęła drzwi przed nosem mrucząc pod nosem
- Matko co za babo-chłop… Ka… KAULITZ?! Zaraz zaraz, moment. Gdzie on jest? – zaczęła biegać po biblioteczce i szukać słownika polskiego. Gdy już znalazła zaczęła skakać triumfalnie „Kaulitz, czyta się jak Kał, a to słówko oznacza po polsku gówno, a na niemiecki to oznacza scheisse”…
- JEESSSSSSSSTTTTT – wrzasnęła, była bardzo zadowolona, bo czuła niechęć do tego chłopaka, a przydomek Gównoryj idealnie pasował do jego nazwiska. Zaczęła skakać jak głupia i w kółko powtarzać GÓWNORYJE
- Że… coo?!! – usłyszała głos tego chłopaka za plecami – co ty gadasz? Gównoryje? – zaczął się turlać ze śmiechu po dywanie
- Co tu robisz palancie? Jak w ogóle wszedłeś? – wykrzyczała wściekła. Nie otrzymała odpowiedzi, gdyż szanowny pan Kaulitz w dalszym ciągu umierał ze śmiechu – słyszysz co mówię??!! – zagrzmiała jeszcze głośniej – możesz łaskawie wstać i powiedzieć mi po co do cholery tu przyszedłeś? I JAK!!
- Bbbooo… widzisz – zaczął nadal się śmiejąc – boo… drzwi były otwarte… too… noo… wszedłem do środka – Od tego tarzania po podłodze fryzura gównoryja nieco przyklapła i Lori stwierdziła, że jest całkiem przystojny „No taa, jeszcze tego mi brakowało” – pomyślała – NIE JEST WCALE ŁADNY!! ANI TROCHĘ!!… Troszeczkę… NIE JEE… – nagle uświadomiła sobie, że krzyczy „boże i co teraz?! Głupie nawyki” Bill spojrzał na nią ze zdziwieniem i satysfakcją
- Mogłabyś powtórzyć? – rzekł przybliżając się do niej na niebezpieczną odległość
- Mam rozdwojenie jaźni i chce mi się rzygać jak na Ciebie patrzę więc spadaj – tupnęła nogą ze złości
- Podobam Ci się? – przysunął się tak, że stykali się nosami, byli mniej więcej tego samego wzrostu, choć chłopak przez swoje długie nogi był wyższy może o niecały centymetr. Lotria nie wytrzymała i kopnęła go z całej siły w krocze, ten zawył z bólu i osunął się na podłogę. Stanęła ze skrzyżowanymi rękami nad nim i zrobiła minę jakby chciała zaśpiewać zaraz „Zabiłam byka cóż to był za byk, krew z niego sika siku siku sik”. Wtedy wróciła mama dziewczyny i spojrzała przerażona na chłopca
- Mogłabyś mi łaskawie wytłumaczyć co tutaj się stało? I Kim jest ten chłopak? – zaczęła – Co ty wyprawiasz na tej podłodze – spojrzała z obrzydzeniem na to jak chłopak kuli się na podłodze chowając ręce sami wiecie gdzie :P – wstawaj – podała mu niechętnie rękę. Kiedy już wszyscy stali na nogach o własnych siłach, mama ponowiła swoje pytanie
- Bo widzisz – Lori zaczęła, lecz jej wypowiedź przerwał gównoryj
- Dzień dobry – powiedział – Nazywam się Bill Kaulitz wprowadziłem się niedawno, teraz mogę już pani wytłumaczyć co się stało. Otóż pani córka ma rozdwojenie jaźni i wydawało jej się, że niebezpieczny przestępca wszedł do domu – zakończył Bill z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy, a jego oczy ciągle zapatrzone w blondynę mówiły „I tak wiem, że Ci się podobam” co niesamowicie działało na nerwach dziewczyny
- Słucham? Rozdwojenie jaźni? O czym wy mówicie? – pytała coraz bardziej spanikowana matka
- Nie ważne mamo, a teraz odprowadzę to coś znaczy się tego chłopca do drzwi zanim znowu zrobię mu krzywdę – powiedziała przez zaciśnięte żeby nie zwracając uwagi na to, że Kaulitz uratował jej życie, no ale pewność siebie robi swoje
- Nawet mi nie podziękujesz? – zaczął droczyć się chłopal
- Sama zrobiłabym to lepiej, a teraz spadaj – warknęła i zamknęła za nim drzwi tym razem na klucz. Poszła wkurzona do swojej twierdzy i zaczęła pytać się na gadu „pomocników” czy mają dzisiaj czas na spotkanie, jednak każdy oprócz Gustava miał coś do kupienia lub załatwienia. Umówiła się z przyjacielem, a kiedy czekała na niego jej myśli zajął Bill „Co jest zaś ze mną? Przecież nigdy nikt mi się nie podobał, nigdy nie byłam zakochana. Jeszcze ten jego fryz, gdyby miał tak brata bliźniaka, ale z normalną fryzurą, nie żaden babochłop jak ten kretyn” – myślała sobie kierując się do dzwoniących drzwi
- Ja otworzę to do mnie – krzyknęła już weselsza dziewczyna i pewnie nacisnęła klamkę, omal nie zemdlała gdy zobaczyła kto stoi za drzwiami. To był Gustav, Bill i jakiś wypłosz który był strasznie podobny do niego z jakimiś drutami na Łebie. To nie dzieje się naprawdę, to tylko sen – biła się w myślach
- Może wpuścisz nas do środka? – zaświergotał słodko Gustav dając jej buzi w policzek jak zwykle i wchodząc do środka
- Tak oczywiście wchodź, ale co TO ma być?
- Eee czatowali pod twoim domem, bali się wejść do środka, szczerze mówiąc nie dziwię im się, tak potraktować Billa
- Lotria oszalałaś już totalnie? Wpuść kolegów do domu, nie będziecie ględzić w drzwiach – usłyszała irytacje swojej mamy. Kiedy tylko odwróciła głowę w kierunku kuchni, by coś odkrzyknąć Bill przeszedł pod jej ręką którę trzymała drzwi, a zaraz za nim COŚ z drutami i spodniami z kroczem po kolana, niestety przechodziło tak niezdarnie, że prawie wykrciło Lori rękę
- Ałaaa… Pojeb – zaczęła krzyczeć – ało cię? – dokończyła już ciszej, by rodzic nie słyszał
- A skąd te teksty? – spytał zadziornie
- Nie pytaj w muminkach ich nie znajdziesz – rzekła uśmiechając się wrednie i zaczęła iśc w kierunku schodów. Trzej chłopcy bez słowa ruszyli i patrzyli się za oddalającą się sylwetką młodej bojowej blondynki. Weszła do pokoju i wzięła kartkę i długopis
- Gustav to ja proponuję wszystko zrobić na sali gimnastycznej, ale tej większej, bo dużo miejsca. Usuniemy stąd dyrektorskie paplaniny i urządzimy na początek jakiś mały kabaret, w końcu od czego mamy „kącik śmiechu”
- Dobry pomysł, a dodatkowo wciśnij w między czasie pare koncertów
- Ale kogo?? Hmm… Już wiem. Nenę przede wszystkim – oznajmiła zapisując na kartce swój genialny pomysł, a Bill aż zaczął skakać po pokoju
- Nena? NENA? Jak ty chcesz ją tutaj ściągnąć!
- Nena to moja ciotka debilu i zamknij się bo znowu oberwiesz – uciszyła go jednym hasłem – po drugie postaramy się o Sammy Deluxe’a
- Twój wujek – zawołał na pewniaka drutomajtas
- Nie i kuźwa zamknij się, bo zaraz ty też oberwiesz. A na koniec nasz występ, Gustav zagrasz na perkusji, a Georg na basie dobra?
- Jasne, Mimi może zagrać na elektrycznej – szepnął cicho Gucio
- To nie będzie dobry pomysł – rzekła posepnie – kurcze potrzebna nam jedna elektryczna gitara, a w sumie osoba która zagra na niej
- Ja mogę zagrać – podniósł rękę w górę blondyn – I tak w ogóle Tom jestem, brat bliźniak Billa
- Jednojajowi – dodał cały uradowany czarnowłosy
- W to nie wątpię – rzekła z ironią, a Gucio zaczął chichotać. Tom już otwierał usta by coś powiedzieć ale zanim zdążył cokolwiek wydusić z siebie Bill szepnął w jego stronę
- Uważaj co mówisz, bo jak ci przyfandzoli to się przez tydzień chłopie nie pozbierasz – zaskoczony słowami brata Tom uśmiechnął się i wyciągnął w stronę Lori swoją dłoń
- Tak więc… Tom – powiedział z akcentem na „t”
- Taa… Jakiż to zaszczyt Cię poznać – wycedziła Lotria ironizując coraz bardziej – A wracając do naszego występu, potrafisz chociaż grać? – zapytała wątpliwie
- Pewnie – rzekł z dumą wypinając pierś
- No to musisz mi pokazać co umiesz
- Chodzi o grę czy coś jeszcze? – spytał słodko uśmiechając się flirciarsko
- Oczywiście, że o grę palancie, do reszty byłbyś beznadziejni – przez całą rozmowę starała się nie patrzeć na Toma „jest jeszcze ładniejszy niż babo-chłop, śliczny wręcz, a ten jego kolczyk i uśmiech… mmmm”
- O czym ty znowu tak myślisz Lotrio? – zapytał Gucio prześwietlając koleżankę – czyżby jednojajowi bliźniacy nie dawali Ci spokoju? – zakończył, a Lotria nic nie odpowiedziała tylko zmierzyła go wzrokiem udając, że wcale tego nie miała na myśli. Jednak jej wierny przyjaciel znał ją od małego i już wpadł na genialny pomysł. Uśmiechnął się tylko i kiwnął głową na znak, żeby dała mu szansę. Lotria wstała i podała swoją gitarę Tomowi
- Uau! Zajebista – zaczął się podniecać
- Tak wiem tylko przymknij się i zagraj coś – skarciła go, a on posłusznie zagrał perfekcyjnie kawałek Guns’n’Roses, aż Lori opadła szczęka, wydukała tylko
- Kapitalnie, przydasz się
- A ja? Ja też mogę w czymś pomóc – rzucił nieśmialo czarny, Lotria spojrzała na niego i rzekła
- Tak możesz być pomocny, będziesz…zmywał naczynia po ludziach – uśmiechęła się i spisała wszystko na kartce.
- karaoke, występ grup tanrcznych… tyle pomysłów
…i tylko tydzień na zorganizowanie tego…
-damy rade-wyszczerzył się Bill-ale tylko wtedy,kiedy wam pomoge…Lori spojrzała niepewnie na Gustava..
-jassne,każda para rak sie przyda..-powiedział…
-No widzisz..słuchaj swojego kumpla a mówie ci..daleko zajdziesz…-zaświergotał czarnuch…
-Taa…nie bądź taki do przodu bo cie z tyłu braknie
-Lori?…moge o coś zapytać-rzekł niesmiało Gustav..Dziewczyna bała się pytań o Mimi,a czuła że właśnie o to chce zapytac ją przyajciel…
-Jasne…-powiedziała lekko…
-Widzisz…bo..mamy pracować..z…Mimi..a między wami chyba nienajlepiej sie układa ostatnio…O co w ogóle poszło?…-powiedział na jednym oddechu Gucio..
-Nie wydaje mi się żeby to była twoja sprawa-rzekła sucho blondyna…
- Wydawało mi się, że jesteśmy przyjaciółmi, a nie będe pracował z kimś kto się żre ze swoją jakby siostrą. Sorry
- Jak chcesz – rzekła sucho, a Gustav wyszedł trzaskając drzwiami, Lotria spojrzała na Billa i Toma groźnie, a ci również wyszli najszybciej jak mogli.
- Ostra dziewczyna – powiedział Bill, kiedy szli korytarzem do wyjścia
- Ale ładna – powiedział Tom uśmiechając się, brat spojrzał na niego niepewnie
- Fajnie by było mieć kogoś takiego za…przyjeciela
- Teee brat spadaj, ona jest moja. Dziewczyna sama wybiera zapominasz?
- Taaa.. tylko wszystkie wybierają ciebie
- Wiesz w czym problem?
- Nie…
- W tym, żeee…

wierzysz w to

środa, Listopad 11th, 2009

Lilith obudziła się na parapecie, z twarzą opartą o szybę. Kotka nadal grzecznie spała. Wyglądało na to, że jest jeszcze przed świtem. Ułożyła kotkę na poduszce, a sama poszła się umyć. Po kąpieli znowu wyjrzała przez okno. Słońce dopiero wschodziło. Lilith uznała, że jeszcze za wcześnie na śniadanie, za to w sam raz pora na zabawę z kotem.

Arian wskazał mu krzesło.
-Wina?
Sario skinął głową. Jego przyjaciel zawołał służącego, który w chwilę później wrócił z winem.
-Były zamieszki, jacyś buntownicy czy inni rewolucjoniści podpalili gmach Rady Porządku.
-To chyba dosyć normalne?
Rzeczywiście, nawet we względnie spokojnym miejscu, za jakie można było uważać Niebiosa, dosyć często dochodziło do zamieszek. A siedziba Rady Porządku, mieszcząca w sobie także więzienie i kilka sal rozpraw, była najczęściej podpalanym i niszczonym budynkiem w mieście.
Arian skrzywił się trochę.
-Rzecz w tym, że na ścianie napisano: „Nadejdą dni gniewu i pogardy i pozostanie tylko proch i pył na wietrze”.
-Zamalujcie.
-Próbowaliśmy. Nie da się.
-Zasłońcie.
-Sario! To jest frontowa ściana! Zasłonimy, to pół miasta się zleci…
-Duży ten napis?
-Spory. Do tego dziesięć metrów nad ziemią.
Sario gwizdnął z nieukrywanym podziwem i uśmiechnął się złośliwie.
-Ładnie was urządzili. Ale nadal nie wiem, co ja mam z tym wspólnego.
-Rada podejrzewa, ze to ma coś wspólnego z tą osobą, którą zabrałeś z Ziemi.
-Niby dlaczego?
-Możesz być ze mną przez chwilę szczery?
Sario przekrzywił głowę i spojrzał na Ariana z lekkim powątpiewaniem. Jednak skinął głową.
-Kogo ty przywiozłeś?
-Dziewczynę.
-Sario!
Spojrzał na Ariana z udawanym zdziwieniem. Taka natura, po co rozmawiać z kimś normalnie, jeśli można z niego pożartować i doprowadzić na skraj załamania nerwowego Z drugiej strony… To był jego przyjaciel.
-Kim ona jest? – ponownie zapytał Arian.
-Po prostu kolejnym Aniołem Zagłady.
Na chwilę zapadła cisza. Arian spoglądał na Niszczyciela z mieszanką niepokoju i niedowierzania, a może nawet przerażenia?
-Przecież Anioły… Nie ma Anielic Zniszczenia, a wszystkie Anioły zostały już dawno wykryte i teraz tylko czekamy na ich przebudzenie. To nie jest to, o czym myślę?
-W przeciwieństwie do niektórych, nie potrafię czytać w myślach.
-„A ze zniszczonej planety nadejdzie…” Znasz to przecież.
-Boisz się starych przepowiedni?
-Inne jej się sprawdziły.
-Może.
Arian wyjrzał przez okno. Miasto niedługo się obudzi.
-Może lepiej wracaj. Ja muszę jeszcze zrobić coś z tym napisem.
-Powodzenia. Osobiście proponuję po prostu rozwalić ścianę.

Mały zawias :D:D

środa, Listopad 4th, 2009

Siema!! Tu Delienka!! Na razie stawiamy zawiasa, bo ulepszamy bloga z Lazillą :P Oczywiście jakby nie było Lazi się miga i muszę sama robić hehe… Mam nadzieję, że wam się spodobają nasze zmiany, bo mi jak najbardziej. Mialby ktoś link na muzykę The Jet Set – How many People?? :P Prosiłabym

Takie tam ogólne wiadomości :P

wtorek, Listopad 3rd, 2009

Dla mnie to jest poprostu nienormalne, chore, okrutne. NIGDY!! Nie zjem mięsa!! NIGDY PRZENIGDY!!… Od paru lat nie jadam w ogóle ryb, teraz nie tkne niczego co ze zwierząt. Zbyt bardzo mną to wstrząsnęło bym mogła wziąć kotleta do ust. ;(;(;(

I dlaczego kurwa je tak traktują??!! NO DLACZEGO??!! Bo jakieś kurwy musza mieć futra i rękawiczki, bo są zdirami i myślą, że wszystko im wolno. TO MOŻE JA SOBIE ZROBIĘ Z NICH BUTY??!!
A faceci? Nudzi im się to zaczną wbijać w psa nóż, wyrzucą kota przez okno z 5 piętra? CO JESZCZE??!! Boże czy oni nie wiedzą jak to boli?! Oni pogłupieli, poprostu nie wiem co się dzieje w tych czasach ;(;( Hamstwo… buuuu

Zostaję wegetarianką…
Nie podoba mi się natomiast zachowanie FANÓW Tokio Hotel po ich koncercie (15 lipca) w Mannheim.Chłopcy nie mogli w spokoju wejść do hotelu!A Bill mało nie stracił włosów ;/.Tragedia po prostu….gdyby coś takiego zrobili antyfani,to jeszcze mogłabym zrozumieć,ale fani?!To jest już naprawde szczyt ;(.Oto kilka filmików z tego zajścia: