porozmawiajmy

Ha, prawie bym zapomniała jej dodać… i nic by się nie stało, bo kto to czyta? aha, a do Yoshi – znowu stwierdzę, że nudne opowiadanie tworzę i kiepsko wyszło…

***

Lilith wstała niepewnie. Wciąż trochę bolały ją plecy i ręce. Spojrzała w lustro. Patrzyła na nią niesamowicie blada dziewczyna o bezdennych oczach i ciemnych, potarganych włosach, ubrana w mokrą i miejscami zakrwawiona szatę. Jej skrzydła były jeszcze lekko wilgotne i cała się trzęsła.
„Czy to wszystko naprawdę się dzieje?”
Wiedziała, że teraz nie znajdzie odpowiedzi na to pytanie, więc tylko wzruszyła ramionami. Zdjęła suknię, w której spała, umyła się, założyła świeże ubranie… Przez chwilę męczyła się z zapięciem pasków nad skrzydłami. Nieznośnie paliła ją jeszcze podrażniona skóra.
-Scheisse…*
Podniosła z podłogi grzebień i ze złością byle jak rozczesała włosy. Znowu spojrzała w lustro.
„Beznadzieja. Dno.”
Wyszła z łaźni. Jej kotka, gotowa do zabawy warowała na dywaniku.
-Ja naprawdę nie mam siły, kiciuniu…
Podrapała ją za uszami, a kotka natychmiast przewróciła się na plecy, złapała ją łapkami za dłoń i zaczęła wbijać małe, ostre ząbki w palce. Lilith, chcąc nie chcąc, uśmiechnęła się.
„Przynajmniej to się nie zmieniło.”
Założyła glany, nawet ich nie sznurując i wyszła z komnaty. Wzory na ścianach wydawały jej się dziwnie znajome, jednak ich nie rozumiała. Jakby mówiły w języku, który powinna znać, a ona zawiodła ich zaufanie.
„Jeszcze trochę, a po prostu zwariuję… o ile już nie zwariowałam.”
Uśmiechnęła się krzywo.
Udało jej się nie zabłądzić po drodze. W komnacie siedział Anioł, z nieodgadnionym wyrazem twarzy i Kira, z zaciśniętymi ustami. Spojrzały na siebie.
„Pan inteligentny…” prychnęła w myślach Kira i wyszła bez słowa wyjaśnienia. Lilith odwróciła się do Anioła. Nie słyszała jego myśli. A przecież musiał myśleć.** Spojrzał na nią, ciągle z tym dziwnym wyrazem twarzy.
-Rada już wie, że jesteś w Niebiosach.
Krótka przerwa.
-Podejrzewam, że będą chcieli się z Tobą zobaczyć.
Kolejna, trochę dłuższa chwila ciszy.
-I co? Mam im się przedstawić „Cześć, jestem Lilith, Dziecko Chaosu”?
-Och, nie. Podejrzewam, że sami się zorientują.
-To może, „Cześć, wy chyba wiecie lepiej, kim jestem, po co to zbiegowisko”.
Lilith popatrzyła na Anioła jak na nienormalnego.
-Was wszystkich trzeba zamknąć w wariatkowie.
-Tyle, że w Niebiosach nie mamy wariatkowa. – powiedział niemal ze smutkiem. – Wariatów zsyłaliśmy na Ziemię.
-A teraz co z nimi będziecie robić?
-Będą zostawali członkami Rady. – powiedział pogodnie Sario i dziewczyna nie była w stanie stwierdzić, czy żartuje. Chyba zauważył jej wątpliwości, bo uśmiechnął się radośnie.

-Zjedz coś, potem zastanowimy się, co robić dalej.
-Ty wiesz, co to znaczy „zastanowić się”? – prychnęła Kira, która nagle stanęła w drzwiach.
„Dałabyś sobie spokój.”
Było to raczej uczucie, rodzaj zniecierpliwienia, jaki demonstrował Sario w stosunku do Kiry. Wyglądało na to, że jej skrzydlaci „opiekunowie” o coś się pokłócili.
„Och, drobna różnica zdań. Sario po prostu nie lubi jak się go nazywa złośliwym małolatem, który nie myśli, jeśli tylko może zobaczyć czyjąś głupią minę…”
Lilith o mało nie zakrztusiła się pitą kawą. Bardzo dobrą kawą. Spojrzała na uśmiechającą się Panią Przepowiedni.
„Czy wszyscy w nie… Niebiosach mają takie poczucie humoru?”
„Koślawe?”
Kira uśmiechnęła się pogodnie.
„Większość go nie ma w ogóle.”
„To jest naprawdę dom wariatów.”
„Czy Ziemia taka nie była?”
„Nie wiem. Chyba była, ale ja w tym wariactwie uczestniczyłam, więc nie rzucało mi się w oczy.”
„Teraz też, chcesz czy nie, musisz przyłączyć się do tego wariactwa.”
„Dlaczego?”
„Chcesz chyba żyć?”
„Żyć… Dla mnie życie jest działaniem. A teraz… Nic nie robię.”
„Jesteś. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że to ważne.”
„Dlaczego? Dla kogo?”
„Jeśli powiem, że dla całych Niebios, to uwierzysz?”
„Nie. Niby czemu?”
„Jesteś Dzieckiem Chaosu. Możesz zmieniać swoje przeznaczenie, nie tylko je wypełniać.”
„Dziecko Chaosu…. Słyszę to już od was któryś raz, a ciągle nie wiem, o co chodzi.”
„Jesteś tu dopiero od przedwczorajszego wieczoru***, masz wiele czasu przed sobą. Pomyśl.”
Dziewczyna spojrzała w okno i lekko przekrzywiła głowę.
„To nie jest wiedza. Raczej świadomość czegoś. Rozumiesz?”
Kira skinęła głową. Wyglądała, jakby znalazła długo zagubiony fragment skomplikowanej układanki.****
-A teraz, może wyjaśnisz mi, co ty sobie myślałeś, mówiąc Radzie, że ich sobie olałeś?
-Powiedziałem ci przecież.
-Nie słuchałam, wybacz.
Pani Przepowiedni nie wyglądała, jakby jej było przykro, ani jakby była zainteresowana tym, co Anioł Śmierci ma do powiedzenia. On też nie wyglądał, jakby miał zamiar się tłumaczyć.
-Szacowanie konsekwencji czynów.
„Czy on może mówić normalnie?”
„Będziesz musiała się przyzwyczaić. Spotkać w Niebiosach kogoś wyrażającego się normalnie, to rzadka sprawa.”
-Za złamanie rozkazów nic nie mogą mi zrobić. Za krzywoprzysięstwo kara bywa niewspółmierna do czynu.
„Nie chce mi się tego słuchać.”
Lilith nawet nie zauważyła, kiedy wstała i znalazła się przy drzwiach, z ręką na klamce.
I nagle zrozumiała, że nie musi się usprawiedliwiać.

*Scheisse, właściwie przez betę, niemieckie słowo klucz. Tłumaczone na rozmaite sposoby, właściwie chyba najczęściej używane słowo. Tak ogólnie.
**surprise
***z tego można łatwo wywnioskować, że Lilith po wypiciu eliksiru spała ponad dobę – to naprawdę dużo.
****nie ma co, notka wyszła beznadziejna, czego dowodem jest ten opis. Chyba najbardziej wyeksploatowany opis w całej literaturze światowej. No, może jeden z kilku. Ale tak wyglądała, jej problem.

Komentarze zamknięte.