Mimo iż to koniec jestem szczęśliwa

Kończę opowiadanie definitywnie, ale jeszcze dzisiaj zmieniam szablon, zmieniam dużo rzeczy. I tak po za tym to mam propozycję: ABY KTOŚ PROWADZIŁ ZE MNĄ BLOGA!! NAJLEPIEJ KTOŚ KTO ZNA LEPIEJ ODEMNIE MYLOGA I UMIE SIĘ NIM PERFECT POSŁUGIWAĆ!!!!!!!! CHętni niech piszą w komentach, lub na gg: 755086 … Możecie zgłaszać się kiedy to się wam podoba :) Buziolki

Pod sufitem widniał wielki napis “For My Best Friend”, po podłodze walały się balony i serpentyny. Włączyłam muzykę, która z echem rozniosła się po całym domu. Widząc uśmiechy na ich twarzach czułam się dumna, że zrobiłam coś wyjątkowego, że pozytywnie ich zaskoczyłam i nie rozdrapywałam w ten sposób żadnych ran. To można było nazwać prawdziwym szczęściem, chciałam aby ten ostatni wieczór był tym najpiękniejszym.
Bawiliśmy się na całego, tańczyłam cały wieczór, to była pierwsza impreza bezalkoholowa na której wszyscy rewelacyjnie się bawili. Usiadłam zmęczona na kanapie, słabłam, czułam, że to mój ostatni dzień. A jednak byłam szczęśliwa, przez te wszystkie miesiące tutaj spędzone z przyjaciółmi ukrywałam bolesną prawdę, że mój czas na tym świecie się kończy. Od dawna choruję na raka, widać zostało mi to po dziadku, który nie jest moim dziadkiem. Takie to wszystko z skomplikowane.
Ręka bezwiednie opadła na oparcie fotela, przestałam nią czuć, przeszywały mnie bóle, które koiło szczęście. Obok mnie usiadł Tom i spojrzał nie pewnie w moje zamglone oczy
- Nic ci nie jest? – spytał
- Nie nic – szepnęłam ledwo słyszalnie, chciało mi się spać, miałam ochotę powiedzieć mu tylko dwa słowa i zasnąć… i nigdy się nie budzić. Zamknęłam oczy i przestawałam pomału słyszeć co się wokół mnie dzieje, słyszałam tylko jak ktoś mówi
- Bill!! Musimy ją zawieźć do szpitala, pomóż mi… – i film mi się urwał, czułam jak ktoś mnie bierze na ręce i cisza, spokój i cisza. Znalazłam się nagle w białym pokoju, czułam się jakbym leżała na chmurce. Pomału wstałam i skierowałam się w stronę światła. Coś mnie podkusiło, by skręcić w ciemny korytarz, zdawało mi się, że słyszałam czyjś wspaniały głos. Szłam nie widząć co jest przede mną, podążałam za głosem tak bardzo znajomym. Straciłam równowagę i runęłam jak długa na ziemię. Gdy otworzyłam oczy czar prysnął, usłyszałam pikanie i czyjeś szepty. Rozejrzałam się wokoło, byłam w niewielkiej sali, byłam podłączona do aparatury. Byłam tak blisko śmierci, a ktoś mnie uratował.
- Jak się czujesz? – spytała Miya, która jako jedyna siedziała obok mnie, Bill i Tom siedzieli na kanapie w kącie, Bill coś zawzięcie tłumaczył bratu, a on miał schowaną twarz w dłoniach. Georg z Gustavem stali nie opodal łóżka i uśmiechali się lekko na znak, że wszystko będzie dobrze. Po chwili weszła mama z tatą z radosnymi minami jak nigdy dotąd
- Córciu – zaczęła matka – Już nie martw się o nic – szepnęła i podeszła do bliźniaków coś szeptając na ucho. Wszyscy po chwili wyszli zostałam tylko ja i Tom, podszedł do mnie i usiadł obok patrząc na swoje kolana. Dotknęłam jego policzka i uśmiechnęłam się
- Nie odeszłabym bez pożegnania – szepnęłam
- A ja nie wypuściłbym się dopóki nie powiedziałbym Ci tego
- Czego? – spytałam zdezorientowana
- Kocham Cię… Delienko Kocham Cię najbardziej na świecie – zajrzał mi głęboko w oczy, nie mogłam uwierzyć własnym uszom, chłopak, któremu oddałabym wszystko mówi najwspanialsze dwa słowa
- Ja Ciebie też – powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Przytulił mnie i dał buzi, takie jakiego nigdy nie przeżyłam.

Jechałam autem trzymając się za rękę z Tomem i myślałam o tym co będzie dalej. Obiecał mi że dotrzyma mi towarzystwa podczas rehabilitacji i jakiś operacji w Londynie, a przy okazji zabierze do prawdziwych rodziców. To co zakłamane zostało wszystkim wybaczone, umiałam wybaczać o tak.
Ujrzałam początek końca, otworzyłam nowy rozdział nie przekreślając starego. Oparłam głowę na ramieniu dredziastego i uśmiechnęłam się szeroko.

Niczego w życiu nie żałuję – pomyślałam w duchu…

Komentarze zamknięte.