“Szczera do bólu!”

Ten oto tytuł widnieje w artykule o avril z czerwcowego czasopisma Popcorn. Zdecydowałam się go kupić, by zapewnić sobie dobrą zabawę. Oto i on (w kwadratowych nawiasach mieszczą się moje dopowiedzenia):

“Twarde łokcie, intuicja i samozaparcie – to wszystko trzeba mieć, żeby osiągnąć szczyt. Przydaje się też niewyparzony język i nieopkorna natura. Macie jakieś wątpliwości co do tego? Spójrzcie na Avril, a przekonacie się, że naszej tezy nie wzięliśmy z powietrza [Dziwne, nadal uważam, że jednak ją stamtąd wzięliście.]! Ta dwudziestoletnia dziś skejtowa dziewczyna [Avril nawet media udało się oszukać. Świat schodzi na psy] wniosła coś nowego do muzycznego świata [Przepraszam bardzo, ale co nowego wniosła? Co najwyżej nowy styl pozerów], rynku przepełnionego plastikiem i wyuzdanymi klipami [A ona nie jest sztuczna? Ahhaaaa.]. Zdobyła serca publiki buntem i rebelią duszy, wyrażone w pop-punkowych kawałkach [Pop-punk? Buahaha!!! Zdobyła serca publiki buntem? Oto dowód na to, że avril przyciąga stylem, a nie muzyką]. Słuchacze od razu poczuli, że jest ktoś, kto umie nazwać rzeczy po imieniu [Skarbie, zostawiłeś mnie na pastwę losu, ale ci dam w dupę, bo jestem buntownicą. Czyli teksty takie same, jakie mają popstar, od których avril niczym się nie różni], z pedantyczną starannością opisuje swoje uczucia [Britney też tak robi 'Tak podniecona, wpadłam na całego, skarbie"], nie siląc się na poprawność. Cała Avril [-pozer, który kocha pieniążki]. Jej znajomi mówią, ze zawsze się wyróżniała – inaczej się ubierała, wszędzie jej było pełno, zawsze chciała być zauważana [Hehe, od dziecka była pozerem. Ale wiecie co? To jest gówno prawda - wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, z bloga  :  Avril jest wieśniarą!]. “Zawsze chciałam być w centrum uwagi, wiedziałam, że jestem do tego stworzona {tak, yhy, pierdu-pierdu, a walizka po peronie ucieka]. Kiedy byłam mała, udawałam, że łóżko to scena i śpiewałam głośno do wymyślonej publiczności [Słyszycie? Avril ma coś z głową!] – mówi sama o sobie.
Co tu dużo mówić – nie zawsze droga od marzeń do rzezcywistości jest nie do przebrnięcia. Na poważnie Avril zajęła się śpiewaniem w wieku 16 lat, kiedy to podpisała pierwszy kontrakt płytowy z wytwórnią Arista Records, po tym jak spodobała się szefowi tejże firmy – samemu Antonio “LA” Reid [Spodobała się i postanowiła zrobić z niej maszynę do rżniecia forsy.]. Do serc trafiła debiutanckim singlem “Complicated” i tym, że nie dała się przerobić na modłę speców medielnych [Nie, oczywiście, że nie, wystarczy spojrzeć na któekolwiek ze zdjęć. Masa make'apu i kreowanie się na punka, to wcale nie jest wireunejk pod publikę utworzony przez speców] – pozostała amatorką skejtu, maksymalnym przeciwieństwem topowej skiężniczki popu, Britney Spears [No jasne, wystarczy tylko popatrzeć na zdjęcia z poprzedniej notki.]. Badano jej łatkę Alanis Morisette, co momentami Avril wpieniało. “Porównują nas do siebie, bo obie jesteśmy Kanadyjkami, lubimy rock i mamy długie włosy [metalo-gotho-gitaro-mastero ;) ], ale, do cholery, nie jestem nową Alanis Morisette!!” [A więc kim? Nową Britney, co nie?] – irytuje się. Pierwszy album pyskatej [LOL], jeszcze wtedy, nastolatki wylądował w rękach czternastu milionów sympatyków drapieżnego popu [Jeszcze przed chwilą nazwaliście to pop-punkiem. Jakieś wątpliwości co do tego, ze avril gra pop???]. Gdzie leży sekret tego sukcesu? [Ja wiem gdzie - pseudo-mroczny styl avril kreowanej na ostrą buntownicę z gitarą w łapach.]. Avril sama pisze teksty i muzykę do swoich utworów [no jasne, oczywiście, że tak], co oznacza, że jej twórczość [że co??? Oni to nazywają TWÓCZOŚCIĄ???] to nie sztampa, nie głodne kawałki, a samo życie [Oczywiście, ze nie, ja nie przeczę absolutnie]. Opowiedziane językiem młdozieży [pozerów, nie młodzieży], trafiające swą prostotą do serc [słyszycie? PROSTOTĄ. Nawet ta durna gazeta nie bagatelizuje moich słów twierdzących, ze niezwykle skomplikowane utwory opierają się na 3 akordach.]. Co znamienne, Avril postawiła jeden koronny warunek szefostwu swojej firmy fonograficznej – kiedy ci zaproponwali jej napisane przez swoich speców piosenki, ścięła ich wtedy wiadomością, że ma już swoje utwory – nie chciała śpiewać dla bicia kazy, tylko chciała wyrazić siebie [A to dobre, hahaha!!!! Lepszego dowcipu to ja w życiu nie słyszałam!! :D DDD]. “Długo nie utrzymałabym się na rynku [Widzicie? Avril dba o to, by być na rynku, chce trzepać kasę i tyle.], ale nie dlatego, że nie znalazłabym odbiorców, ake przez to, że zadręczyłabym się śpiwaniem pod kogoś. To nie dla mnie [A co niby terza robisz? Jesteś sobą? To jakim cudem jeszcze żyjesz?]“. Ta autentycznosć i bezkompromisowość [hehehe] wiedzie Avril do wielu nagród i nominacji [Ci ludzie chyba nie mają słuchu] do najważniejszych wyróżnień w branży muzycznej. Konkrety? Może ona poszczyciś się ośmioma nominacjami do nagrody Grammy z ubiegłego roku, a w tym rywalizuje z innymi artystami aż w pięciu kategoriach [Chryste Panie, co się dzieje na rynku muzycznym! Aż strach się bać!]. Kanadyjski, czuli rodzinny przemysł muzyczny uhonorował ją nagrodą w kategorii Artystka roku oraz Popowy album roku [hehe, a ona się zapiera, że gra rock :D I jej fani nie widzą, że nie zdobywa rockowych nagród :D ] (“Under My Skin”), a jej rodacy docenili ją i przyznali nagrodę “oldfanowską”.
“Jestem szczera do vólu, śpiewam o tym, co myślę, co czuję, nie udaję. [A był smok?] Jeśli ktoś myśli, ze pazurki pokazuję tylko po to, żeby sprzedać jak najwięcej płyt, po prostu gada największe bzdury pod słońcem, bo mnie nie zna!” – zapewnia Avril [Biedna dziewczynka, przestraszyła się, że traci fanów, bo ludzie przestają widzieć w niej punka i teraz próbuje nas okłamać, żeby przyciągnąć ich znów. Avril, nie trzeba cię znać by WIDZIEĆ, czemu mają służyć te trampki i tona tapety na ryju.]. Jej piosenki z największą szczerością traktują o miłości [No pewnie, przecież pseudo-szczerość w sprawach miłosnych najlepiej się sprzedaje]., o rozczarowaniu i sama mówi o sobie, że tak naporawdę jest staroświecką romantyczką [I co? naeet już nie próbuje udawać, że jest inaczej, przyznała się do kłamstw - gratulacje!]. I przyznaje, że nie umie ubierać swych emocji w piękne słówka. [Kłamstwo goni kłamstwo, ah, ta avril] “Jeśli jestem zła, wściekła, sfrystrowana, nie powiem przecież, że czuję się z lekka podenerwowana, bez przesady! [Przecież tak ostre buntownice jak ja, muszą pokazywać swą dziką agresję!] Ja kocham autentyzm [to od razu widać, no nie?], wszelka sztuczność powoduje we mnie odruch wymiotny [oczywiście, że tak, wystarczy spojrzeć tylko na zdjęcia z poprzedniej notki] i nie oczekujcie, że spokornieję! [jak widać, doczekaliśmy się.]” – zapowiada Avril. Czy czegoś żałuje? Nikt jeszcze tego od niej nie usłyszał, co oznacza, ze raczej ejst zadowolona ze sposobu prowadzenia kariery [Bo wszyscy wiedzą, że lubi pieniążki.]”

Na więcej nie mam uż siły, Wy zapewne też nie. Przytoczę tylko jeden cytat w artykule i jego tekst końcowy.
“Nie mam zamiaru robić muzyki o różnych, powalonych farmazonach, dla mnie jest ona wyrazem mnie całej!”
Avril, czy ty kiedyś przestaniesz kłamać??

“Na razie uwględniła polskich fanów, dla których zagra już 5 czerwca w Katowicach [Niedni katowiccy Anty-fani!]. Będzie to jej pierwszy [I mam nadzieję, że ostatni ;) ] koncert dla polskiej publiczności, przyznaje, że jest lekko zestresowana. Niepotrzebnie jednak, prawda? [NIE, nie prawda.]. Dla nasto wielka, niebagatelna okazja, żeby zobazcyc Avril na żywca, jak daje czadu na scenie [no, rzeczywiście, strasznego czadu, Z dupy czadu, jeżeli już.]. Gdy piszemy ten artykuł, od koncertu Avril dzieli nas prawie miesiąc i aż tupiemy nogami ze zniecierpliwienia [to sobie tupcie dalej.]. Wierzymy, ze ani polska publiczność, ani Avril nie zawiodą! [Niestety, zawiodła i publika, i avril ;) ]. Do zobaczenia w katowickim Spodku!”

Dzisiaj notka bez zdjęć, za to treść wyczerpująca. Pozdrawiam.

Komentarze zamknięte.