10-lecie i przewalone na całego

Hej tu Lazi, tak to ja co pomaga Delience pisać opko :] Dzisiaj nasze wspólne dzieło, oczywiście ja tutaj więcej włożyłam pracy żeby nie było :D :D. Teraz moja kolej więc voilia… druga część :] :*

…Zaczęła snuć plany o zemście ale nic nie przychodziło jej do głowy… Dziwiło ją to bardzo, iż nie umie znaleźć odpowiednich słów i czynów by dokopać Mimi, gdyż zawsze wychodziło jej to bezbłędnie i zawsze wszyscy zapamiętywali ją jaką wredną i mściwą osobę.
”Co się ze mną stało” – pomyślała…- „co się dzieje, dlaczego nie mogę nic sensownego wymyślić, ja królowa dowcipów i wredoty”. Z rozmyślań wyrwały ją słowa Delieny…
- nad czym tak myslisz? – spytała. Lori starała się poszukać w głowie jakiegoś sensownego wytłumaczenia, nie chciała, żeby wszyscy o tym wiedzieli, niestety po raz kolejny nic nie przychodziło jej do głowy…
- ee ooo yyy noo ten teges no wiesz przecież yyy – wydusiła z siebie. Wszyscy bacznie zaczęli się jej przyglądać, nigdy nie zdarzało jej się tak odpowiadać. Czuła, że się czerwieni…”i co teraz” -pomyślała…przecież nie powiem im prawdy… wyjdę na skończoną idiotkę…
- Nie! Nie wiemy raczyłabyś nas powiadomić – oznajmiła zirytowana jak zwykle Lazilla
-nooo….boo….noo zastanawiałam się…..zastanawiałam się, nad tym…..czy…..czy zamknęłam drzwi jak wychodziłam – “nic głupszego nie umiałaś wymyślić?” – skarciła się w duchu – “na pewno nie uwierzą”
- Przecież twoja mama jest na chacie, a w ogóle to mogłabyś już przyznać się o jakim chłopaku myślałaś? – zaczął ratować ją Gustav
- O przystojnym kierowcy autobusu – wyszczerzyła zęby i poczuła jak wracają jej siły
-no chyba, że tak-powiedziała Del – wiesz faktycznie przystojny…jak Zakościelny normalnie – wszyscy w brecht…jak zwykle zresztą, kiedy czerwono włosa z czymś wypali
- No co ty jak ta no jak jej tam! BRITNEY HOUSTON – krzyknęła Lazi, a cała paczka wbiła w niej swój wzrok i po chwili wybuchnęli śmiechem
- Britney Spears ciołku – zawołał Gusti
- A od kiedy ty taki znawca co? Aaaa lubisz ją nie? – szturchną go Georg w ramie
-No pewnie…a co dopiero teraz się skapłeś…Ja to od zawsze wiedziałam – Lazi próbowała chociaż raz powiedzieć coś mądrego…
-Jasssne…ty zawsze wszystko wiesz, nie?…-Del nie dawała za wygraną…
-Pewnie… jeszcze śmiesz w to wątpić?
-Ejj…koniec tej jakże ciekawej rozmowy wysiadamy! – przywołał je do porządku Gucio…
Lotria ponownie wróciła do swoich rozmyślań. Nie umiała nadal nic wykombinować więc postanowiła zlewać to co się stało i zapomnieć o Mimi. Jednak los gotował co innego…

Gdy tylko weszła do szkoły zaatakowała ją nauczycielka z pretensjami, że złamała rękę chłopakowi
- Ale proszę pani nie wiem o co chodzi, po pierwsze to było po za terenem szkoły, a po drugie musiałam się bronić kiedy on chciał mnie obmacać. Nie dam się poniżać, może pani jest za słaba. To mogę zorganizować lekcje samoobrony i pomóc – wyrecytowała jak z kartki łapiąc pewność siebie
Nauczycielce kopara opadła, gapiła się na nią przez chwile, nie mogąc wydusić słowa…
-mogę juz iść na lekcje? – zapytała zniecierpliwiona Lotria.
- Nie mam zamiaru stać tutaj bezczynnie – dodała i pewnym krokiem starała się ominąć nauczycielkę..
- Chwileczkę młoda panno…-zagrzmiała…- Jesteś bezczelna! Przypominam ci, że rozmawiasz z nauczycielem!
-Wiem z kim rozmawiam prosze pani, ale próbuje mi pani wmówić że złamałam komuś rękę dla przyjemności…Niech pani sobie wreszcie wbije do głowy że ZROBIŁAM TO W OBRONIE WŁASNEJ-krzyknęła Lotria i z triumfalnym uśmieszkiem czekała na reakcje nauczycielki…
która odczuła, że tę walkę przegrała. U dyrektora nie byłaby w stanie wymyślić solidnych argumentów, które Lotria zburzyłaby w ciągu sekundy.
- Dobrze idź już – rzekła sucho “bastion zdobyty” pomyślała i ruszyła podskakując co chwila do sali 3 gdzie miała się odbyć lekcja biologii, jej ukochanego przedmiotu.
Zawsze ciekawiły ją zadania i tematy o których zawzięcie opowiadała Prof. Libian, jednak tym razem myśli zżerały ją niemiłosiernie co nie umknęło uwadze profesorki
-Lotria….
-Tak prosze pani – odparła potulnie dziewczyna…prof. Libian była jedyna nauczycielką, z którą Lotria nie chciała wkraczać na wojenną ścieżkę…
-Proszę mi powiedzieć jakie pokrycie ciała występuje u skorupiaków…
-Nooo…więc…uu…skorupiaków występujeee… yyy…
-wydaje mi się że nie uważałaś kiedy o tym mówiłam…-rzekła profesorka, czerwona ze złości…
-przepraszam…to się więcej nie powtórzy…
-mam nadzieję a teraz może powiesz nam o czym tak zawzięcie myślałaś
- Ja? Pani profesor myślałam… Bo widzi pani, moja mama ma poważne problemy. Pokłóciła się ze swoim tatom i nie wiadomo czy nie będziemy się wyprowadzać. A pani rozumie jak ja to przeżywam. To bardzo ciężka sytuacja – wyrzuciła z siebie na jednym oddechu, czuła się z nowym zdarzeniem ciężko, bo okłamała ważną dla niej osobę. Przełknęła głośno ślinę i wbiła wzrok w nauczycielkę, która bacznie jej się przyglądała. Już miała coś powiedzieć, gdy po sali rozniósł się dzwonek telefonu, wszyscy spojrzeli na Delienę, która wzruszyła tyko ramionami i puściła oczko Lotri, ta uśmiechnęła się do niej w wyrazie podzięki.
Do klasy wszedł chłopak ze starszej klasy, nazywał się Rupert kiedyś starał się wygrać zakład podrywając Loriatannę jednak zrezygnował gdy ona napuściła na niego swojego owczarka podhalańskiego.
- Proszę Pani ja od dyrektora, prosi Loriatannę Freeq i Melindę Browsore do siebie – powiedział zdenerwowany i szybko wyszedł.
-Do dyrektora? – zapytała zdziwiona nauczycielka…-Ciekawa jestem co znowu narobiłyście…-rzekła profesorka – Idźcie już idźcie..
Lotria niechętnie wstała i zerknęła na Melindę…ta również podniosła swoje cztery litery i nie zważając na blondynkę szybkim krokiem zbliżała się do wyjścia…
O co może chodzić…zadawała sobie w kółko to pytanie Lori „może o tą sprzeczkę rano? Ale przecież ona w życiu nie poszła by do dyrektora….i co ma z tym wspólnego Melinda…dziwne” Musiała przerwać natrętne komórki powodujące myślenie, gdyż Rupert nacisnął właśnie klamkę do drzwi dyrektora, która strasznie głośno szczęknęła
-Dzień dobry…-powiedzieli zgodnie Melinda i Rupert…
Tylko Lotria stała z tyłu, z rękami w kieszeni i zupełnie nie przeszkadzało jej to, że dyrektor wpatruje się w nią oczekująco
Witam Loriatanno – rzekł dosadnie i dokładnie akcentując każdą głoskę wbił swój łagodny, a starający się jak najbardziej być surowy wzrok w blondynkę
- Yo – odrzuciła szczerząc zęby co doprowadziło pozostałe osoby stojące w pokoju do chichotu.
- Karygodne zachowanie doprawdy, ale mniejsza z tym. Kazałem was zawołać, bo zbliża się 10-lecie szkoły i dodatkowo początek karnawału. Chcemy zorganizować najlepszą imprezę w historii Magdeburga. Jesteście zwolnieni z lekcji przez cały tydzień oprócz dzisiejszego dnia i bierzecie się ostro do roboty. Pomagać wam będą Milena (Mimi) Thompson, Efendi Creep, Katie Summers, Deliena i Lazilla Anderson, grupa sportowców, a ze starszych klas to Rupert – wskazał na bruneta – Georg Listing, Gustav Schafer, Sasha Lio oraz Marcus Schmidt. Wszystko ma być perfekcyjnie, karaoke, grupy taneczne, koncerty. Zajmujecie się wszystkim zrozumiano?
-Karaoke?…zajeee…tzn…suuuuuuuper…! Oczywiście wszystko będzie na tip top-zawołała radośnie blondyna – tylko czy koniecznie Mimi musi nam pomagać?
-Mimi? – zapytał zdezorientowany dyrektor..
-tzn. Milena Thompson, chciałam powiedzieć. Poradzimy sobie bez niej, ona nie jest nam do niczego potrzebna. I jeszcze Rupert – powiedziała oburzona dziewczyna – bez nich damy sobie rade, obejdzie się, bo po co mają się męczyć – zapewniała, a w środku myślała „weźcie tych debili, bo ich zabiję”
-ale milena to świetna dziewczyna, będzie fajnie jak będzie nam pomagać – zaświergotał Rupert…
-On ma racje – rzekł dyrektor…A Lotria zmierzyła starszego kumpla morderczym spojrzeniem…”szkoda, że nie można zabijać wzrokiem” – pomyślała wściekła Lotria…
-No to wracajcie już na lekcje, macie tydzień…i pamiętajcie wszystko ma być perfekcyjnie przygotowane!
-Jasneee – rzekła ponuro Lotria. Wyszła z gabinetu dyrektora i trzasnęła drzwiami, tak że biedny Rupert, który akurat wychodził dostał w nos…
-Ałaaaaaaaaa – usłyszała Lotria, otworzyła z powrotem drzwi i wycedziła przez zęby w stronę chłopaka
-dobrze ci tak idioto
- chociaż na czas pracy moglibyśmy jakoś normalnie pracować, słuchaj choć raz pójdź na układ. Tydzień i wszystko wróci do normy dobra? – zaproponował rudzielec dotykając swojego nosa. Loriatanna zaczęła rozważać propozycję. W sumie to nie był taki zły pomysł, można by odwalić perfect robotę zadaną i zaczął znowu niszczyć wszystko w około. To wyśmienity tydzień na prace i na obmyślanie wrednych kawałów. Uśmiechnęła się po chwili i odrzekła
- Dobra – najwidoczniej zaskoczyła chłopaka tą decyzją, jednak po chwili odwzajemnił uśmiech. Obydwie dziewczyny szły w ciszy do sali i z pewnością miały na myśli tylko to, że cała zabawa będzie walką, walką o przetrwanie. Każda będzie chciała dać z siebie wszystko i wyeliminować przy okazji wroga numer jeden.
Teraz zostało tylko powiadomić osoby wyznaczone i nauczycielkę o zaistniałej sytuacji, tak żeby reszta nic nie wiedziała. Lotria nie miała z tym żadnych problemów, niechętnie podrzuciła Mimi karteczkę z krótkim wytłumaczeniem, a po lekcji z trudem znalazła Georga i Gustava i umówiła się ze wszystkimi (razem z nią 22 osoby) na spotkania, które miały odbywać się u niej w domu, codziennie o 16. Wszystkim plan spodobał się i nikt nie zaprzeczał, nagle wszyscy byli pełni pomysłów. A biedna Lotria myślała tylko jak pogodzić pracę z życiem osobistym.

Wracając ze szkoły nabierała ją ochota na to by dokopać Baronowi Salcesonowi, że zburzył jej porządek dnia codziennego, jej przyjaźń i w ogóle całe jej życie. Niestety jej się to nie udało, bo gdy miała skręcać na jego podwórko jakaś piękna kobieta o blond włosach i ciemnych oczach oznajmiła jej, że Baronowie wyprowadzili się dziś rano. Zawiedziona wróciła do domu, odechciało jej się jeść, żyć, spać i w ogóle wszystkiego. Klapła na łóżko i włączyła telewizor, zaczęła oglądać Ostry Dyżur. Mijały minuty, godziny, kolejne seriale i programy mijały, a Lori nie miała zamiaru kończyć. Tym bardziej wkurzyła się gdy usłyszała dzwonek do drzwi i uświadomiła sobie, że mama wraca dziś późno.
- Już chwila – darła się zbiegając ze schodów i idąc szybkim krokiem do drzwi. Była prawie pewna, że to jej brat Aldon, albo listonosz jednak myliła się. Otworzyła drzwi i stanęła jak wmurowana, oto przed nią…

za dużo by się chciało nie :P Na reszte czekać… I dopytywać się Delieny co będzie next :] Deliena prosi również o pomoc, kogoś kto zna się dobrze na html na mylogu i wie jak dodać muzykę i różne inne ciekawe rzeczy. Prosi o kontakt na gg: 755086, pocztę deliena@buziaczek.pl lub aby pisać z księdze gości. Nagrodą jest dziesięc sensownych długich komentarzy, dodanie do ulubionych lub do listy linków oraz specjalny fajniutki dyplomik :D :D I może małe życzonko :P Pozdrawiam

Komentarze zamknięte.