Jednojajowy… W to nie wątpię :::… CZĘŚĆ >> 1

Bez paplaniny notka :D :D

Stała osoba, której właśnie w tej chwili się nie chciała widzieć, nie chciała z nią rozmawiać, patrzeć w jej duże oczy i słuchać jej miłego głosu
- Co tu robisz? – spytała starając się być jak najbardziej obojętna, choć jej to w ogóle nie wyszło. Odczuwała stres, przygnębienie, żal, złość. Tyle rzeczy naraz, że ją samą w środku to przerażało.
- Bo ja chciałam porozmawiać – odrzekła Mimi
- A jest w ogóle o czym? Bo ja uważam, że wystarczająco przegięłaś i jeśli nie chcesz zrobić sobie siary na oczach całej szkoły to spadaj stąd i nie wracaj już nigdy. Hmm… A może twojej mamie się kaszka skończyła? – zadrwiła i z satysfakcją przeglądała się jak koleżanka czerwienieje ze złości i zaciska złowrogo pięści
- Jeszcze zobaczymy – wyszeptała Mimi, jej złość zaczęła przeistaczać się w płacz
- Oj czarno to widzę. Jeszcze życie cię nie nauczyło, że ze mną się nie zadziera? Żałosne doprawdy – zakończyła Lori z triumfalnym uśmieszkiem na twarzy i zamknęła drzwi. Stała tam jeszcze przez chwilę i nasłuchiwała, doszły do jej uszu dziwne dźwięki, otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia. Mimi płakała „nie możliwe, przecież ona nigdy taka nie była, nie płakałaby dlatego, że powiedziałam jej co myślę w dość znaczący sposób”. Uchyliła lekko drzwi i stanęła za przyjaciółką, a ta najwyraźniej nie zauważyła obecności Lori
- Chciałam mieć w tobie przyjaciółkę, oparcie w Tobie silne, chciałam byś była moi powietrzem, moim podłożem, drogowskazem w życiu, ściągom na lekcji, moim sercem, moją siostrą, nauczycielką, a ty mnie zraniłaś. Zabroniłaś mi żyć, zabroniłaś kochać, a to nie ja kieruję sercem zapomniałaś, że ono samo wybiera. Ja już go nie kocham, nie kochałam, zauroczyłam się, a Ciebie zawsze będę kochać jak siostrę. CZY TO TAK WIELE? – w tym momencie Mimi odwróciła się i nieświadoma niczego wykrzyczała przerażonej i zamurowanej Lotri w oczy, „no to klapa” pomyślała i stwierdziła, że najlepiej będzie jak zmyje się, bo wyjdzie na debilkę. Tak też zrobiła, cofnęła się dwa kroki i pomału zamknęła drzwi, oparła się o nie i głośno oddychała słysząc oddalające się popłakiwania koleżanki.
Wróciła do oglądania telewizji, jednak nie wytrzymała długo, wyrzuciła z impetem pilota przez okno i usłyszała donośny krzyk. Wyjrzała przez nie i spojrzała w dół, stał tam jakiś chłopak w czarnych włosach macający swoją głowę i klnący pod nosem. Nie wiadomo do końca co miał na głowie, bo była to jakaś niezidentyfikowana fryzura, coś z tyłu miał postawione, na prawe oko opadała niewydarzona grzywka. No jednym zdaniem kupa czarnego siana. Oburzona tym widokiem położyła się na łóżko i zaczęła myśleć o Mimi.
”Trzeba było tam zostać i z nią pogadać, teraz wyjdę na potwora bez serca, a zresztą przecież i tak wszyscy wiedzą jaka jestem. Ale to byłą moja przyjaciółka!! Tak świetnie się rozumiałyśmy do późna, nie znajdę drugiej takiej przyjaciółki. Tyle lat się kumplowałyśmy i nagle to wszystko ma się rozwalić…błąd… to już się rozleciało, ale przecież nie jest za późno, żeby wszystko zmienić? Zawsze mogę iść do niej, porozmawiać i… przeprosić… co?! Ja i przepraszanie?!! Przecież to ona zaczęła, to jej wina”
- TY SKOŃCZONA IDIOTKO!! – krzyknęła na cały głos – Jak to jej wina??!!!! Przecież to ty do cholery zaczęłaś awanturę, kiedy dowiedziałaś się o jej miłości. To ty wszystko popsułaś… uhh!! Kretynka ze mnie – zakończyła swoje wywody i schowała twarz w dłoniach przenosząc się na pozycję siedzącą. „Co by tu zrobić, żeby się z nią pogodzić? Lotria zjebałaś sprawę nie ma co” – kontynuowała walkę z sobą samą, przerwał jej dzwonek do drzwi. Podskoczyła jak oparzona i zaczęła gorączkowo myśleć kim może być ten owy gość. „Mimi!! Tak to ona… wróciła, żeby jeszcze raz ze mną porozmawiać”
- MIMI!! – krzyknęła i kiedy otwarła drzwi rzuciła się na szyje osobie stojącej za nimi, po chwili ocknęła się, że to wcale nie jej przyjaciółka tylko ten palant z kupą na głowie, który dostał pilotem w pusty łeb „Boże”
- Eee sort, ale byłam umówiona, dawno nie widziałam swojej starej kumpeli i myślałam, że to ona – oznajmiła i po chwili namysłu dodała – A ty kto? I po co?
- Yyy no ja jestem Bill Kaulitz, mieszkam tu od niedawna, w sumie to od wczoraj i… chyba pilot Ci wypadł bo dostałem nim w głowę – wyszczerzył swoje, a Lori tylko wyrwała mu go z ręki i zatrzasnęła drzwi przed nosem mrucząc pod nosem
- Matko co za babo-chłop… Ka… KAULITZ?! Zaraz zaraz, moment. Gdzie on jest? – zaczęła biegać po biblioteczce i szukać słownika polskiego. Gdy już znalazła zaczęła skakać triumfalnie „Kaulitz, czyta się jak Kał, a to słówko oznacza po polsku gówno, a na niemiecki to oznacza scheisse”…
- JEESSSSSSSSTTTTT – wrzasnęła, była bardzo zadowolona, bo czuła niechęć do tego chłopaka, a przydomek Gównoryj idealnie pasował do jego nazwiska. Zaczęła skakać jak głupia i w kółko powtarzać GÓWNORYJE
- Że… coo?!! – usłyszała głos tego chłopaka za plecami – co ty gadasz? Gównoryje? – zaczął się turlać ze śmiechu po dywanie
- Co tu robisz palancie? Jak w ogóle wszedłeś? – wykrzyczała wściekła. Nie otrzymała odpowiedzi, gdyż szanowny pan Kaulitz w dalszym ciągu umierał ze śmiechu – słyszysz co mówię??!! – zagrzmiała jeszcze głośniej – możesz łaskawie wstać i powiedzieć mi po co do cholery tu przyszedłeś? I JAK!!
- Bbbooo… widzisz – zaczął nadal się śmiejąc – boo… drzwi były otwarte… too… noo… wszedłem do środka – Od tego tarzania po podłodze fryzura gównoryja nieco przyklapła i Lori stwierdziła, że jest całkiem przystojny „No taa, jeszcze tego mi brakowało” – pomyślała – NIE JEST WCALE ŁADNY!! ANI TROCHĘ!!… Troszeczkę… NIE JEE… – nagle uświadomiła sobie, że krzyczy „boże i co teraz?! Głupie nawyki” Bill spojrzał na nią ze zdziwieniem i satysfakcją
- Mogłabyś powtórzyć? – rzekł przybliżając się do niej na niebezpieczną odległość
- Mam rozdwojenie jaźni i chce mi się rzygać jak na Ciebie patrzę więc spadaj – tupnęła nogą ze złości
- Podobam Ci się? – przysunął się tak, że stykali się nosami, byli mniej więcej tego samego wzrostu, choć chłopak przez swoje długie nogi był wyższy może o niecały centymetr. Lotria nie wytrzymała i kopnęła go z całej siły w krocze, ten zawył z bólu i osunął się na podłogę. Stanęła ze skrzyżowanymi rękami nad nim i zrobiła minę jakby chciała zaśpiewać zaraz „Zabiłam byka cóż to był za byk, krew z niego sika siku siku sik”. Wtedy wróciła mama dziewczyny i spojrzała przerażona na chłopca
- Mogłabyś mi łaskawie wytłumaczyć co tutaj się stało? I Kim jest ten chłopak? – zaczęła – Co ty wyprawiasz na tej podłodze – spojrzała z obrzydzeniem na to jak chłopak kuli się na podłodze chowając ręce sami wiecie gdzie :P – wstawaj – podała mu niechętnie rękę. Kiedy już wszyscy stali na nogach o własnych siłach, mama ponowiła swoje pytanie
- Bo widzisz – Lori zaczęła, lecz jej wypowiedź przerwał gównoryj
- Dzień dobry – powiedział – Nazywam się Bill Kaulitz wprowadziłem się niedawno, teraz mogę już pani wytłumaczyć co się stało. Otóż pani córka ma rozdwojenie jaźni i wydawało jej się, że niebezpieczny przestępca wszedł do domu – zakończył Bill z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy, a jego oczy ciągle zapatrzone w blondynę mówiły „I tak wiem, że Ci się podobam” co niesamowicie działało na nerwach dziewczyny
- Słucham? Rozdwojenie jaźni? O czym wy mówicie? – pytała coraz bardziej spanikowana matka
- Nie ważne mamo, a teraz odprowadzę to coś znaczy się tego chłopca do drzwi zanim znowu zrobię mu krzywdę – powiedziała przez zaciśnięte żeby nie zwracając uwagi na to, że Kaulitz uratował jej życie, no ale pewność siebie robi swoje
- Nawet mi nie podziękujesz? – zaczął droczyć się chłopal
- Sama zrobiłabym to lepiej, a teraz spadaj – warknęła i zamknęła za nim drzwi tym razem na klucz. Poszła wkurzona do swojej twierdzy i zaczęła pytać się na gadu „pomocników” czy mają dzisiaj czas na spotkanie, jednak każdy oprócz Gustava miał coś do kupienia lub załatwienia. Umówiła się z przyjacielem, a kiedy czekała na niego jej myśli zajął Bill „Co jest zaś ze mną? Przecież nigdy nikt mi się nie podobał, nigdy nie byłam zakochana. Jeszcze ten jego fryz, gdyby miał tak brata bliźniaka, ale z normalną fryzurą, nie żaden babochłop jak ten kretyn” – myślała sobie kierując się do dzwoniących drzwi
- Ja otworzę to do mnie – krzyknęła już weselsza dziewczyna i pewnie nacisnęła klamkę, omal nie zemdlała gdy zobaczyła kto stoi za drzwiami. To był Gustav, Bill i jakiś wypłosz który był strasznie podobny do niego z jakimiś drutami na Łebie. To nie dzieje się naprawdę, to tylko sen – biła się w myślach
- Może wpuścisz nas do środka? – zaświergotał słodko Gustav dając jej buzi w policzek jak zwykle i wchodząc do środka
- Tak oczywiście wchodź, ale co TO ma być?
- Eee czatowali pod twoim domem, bali się wejść do środka, szczerze mówiąc nie dziwię im się, tak potraktować Billa
- Lotria oszalałaś już totalnie? Wpuść kolegów do domu, nie będziecie ględzić w drzwiach – usłyszała irytacje swojej mamy. Kiedy tylko odwróciła głowę w kierunku kuchni, by coś odkrzyknąć Bill przeszedł pod jej ręką którę trzymała drzwi, a zaraz za nim COŚ z drutami i spodniami z kroczem po kolana, niestety przechodziło tak niezdarnie, że prawie wykrciło Lori rękę
- Ałaaa… Pojeb – zaczęła krzyczeć – ało cię? – dokończyła już ciszej, by rodzic nie słyszał
- A skąd te teksty? – spytał zadziornie
- Nie pytaj w muminkach ich nie znajdziesz – rzekła uśmiechając się wrednie i zaczęła iśc w kierunku schodów. Trzej chłopcy bez słowa ruszyli i patrzyli się za oddalającą się sylwetką młodej bojowej blondynki. Weszła do pokoju i wzięła kartkę i długopis
- Gustav to ja proponuję wszystko zrobić na sali gimnastycznej, ale tej większej, bo dużo miejsca. Usuniemy stąd dyrektorskie paplaniny i urządzimy na początek jakiś mały kabaret, w końcu od czego mamy „kącik śmiechu”
- Dobry pomysł, a dodatkowo wciśnij w między czasie pare koncertów
- Ale kogo?? Hmm… Już wiem. Nenę przede wszystkim – oznajmiła zapisując na kartce swój genialny pomysł, a Bill aż zaczął skakać po pokoju
- Nena? NENA? Jak ty chcesz ją tutaj ściągnąć!
- Nena to moja ciotka debilu i zamknij się bo znowu oberwiesz – uciszyła go jednym hasłem – po drugie postaramy się o Sammy Deluxe’a
- Twój wujek – zawołał na pewniaka drutomajtas
- Nie i kuźwa zamknij się, bo zaraz ty też oberwiesz. A na koniec nasz występ, Gustav zagrasz na perkusji, a Georg na basie dobra?
- Jasne, Mimi może zagrać na elektrycznej – szepnął cicho Gucio
- To nie będzie dobry pomysł – rzekła posepnie – kurcze potrzebna nam jedna elektryczna gitara, a w sumie osoba która zagra na niej
- Ja mogę zagrać – podniósł rękę w górę blondyn – I tak w ogóle Tom jestem, brat bliźniak Billa
- Jednojajowi – dodał cały uradowany czarnowłosy
- W to nie wątpię – rzekła z ironią, a Gucio zaczął chichotać. Tom już otwierał usta by coś powiedzieć ale zanim zdążył cokolwiek wydusić z siebie Bill szepnął w jego stronę
- Uważaj co mówisz, bo jak ci przyfandzoli to się przez tydzień chłopie nie pozbierasz – zaskoczony słowami brata Tom uśmiechnął się i wyciągnął w stronę Lori swoją dłoń
- Tak więc… Tom – powiedział z akcentem na „t”
- Taa… Jakiż to zaszczyt Cię poznać – wycedziła Lotria ironizując coraz bardziej – A wracając do naszego występu, potrafisz chociaż grać? – zapytała wątpliwie
- Pewnie – rzekł z dumą wypinając pierś
- No to musisz mi pokazać co umiesz
- Chodzi o grę czy coś jeszcze? – spytał słodko uśmiechając się flirciarsko
- Oczywiście, że o grę palancie, do reszty byłbyś beznadziejni – przez całą rozmowę starała się nie patrzeć na Toma „jest jeszcze ładniejszy niż babo-chłop, śliczny wręcz, a ten jego kolczyk i uśmiech… mmmm”
- O czym ty znowu tak myślisz Lotrio? – zapytał Gucio prześwietlając koleżankę – czyżby jednojajowi bliźniacy nie dawali Ci spokoju? – zakończył, a Lotria nic nie odpowiedziała tylko zmierzyła go wzrokiem udając, że wcale tego nie miała na myśli. Jednak jej wierny przyjaciel znał ją od małego i już wpadł na genialny pomysł. Uśmiechnął się tylko i kiwnął głową na znak, żeby dała mu szansę. Lotria wstała i podała swoją gitarę Tomowi
- Uau! Zajebista – zaczął się podniecać
- Tak wiem tylko przymknij się i zagraj coś – skarciła go, a on posłusznie zagrał perfekcyjnie kawałek Guns’n’Roses, aż Lori opadła szczęka, wydukała tylko
- Kapitalnie, przydasz się
- A ja? Ja też mogę w czymś pomóc – rzucił nieśmialo czarny, Lotria spojrzała na niego i rzekła
- Tak możesz być pomocny, będziesz…zmywał naczynia po ludziach – uśmiechęła się i spisała wszystko na kartce.
- karaoke, występ grup tanrcznych… tyle pomysłów
…i tylko tydzień na zorganizowanie tego…
-damy rade-wyszczerzył się Bill-ale tylko wtedy,kiedy wam pomoge…Lori spojrzała niepewnie na Gustava..
-jassne,każda para rak sie przyda..-powiedział…
-No widzisz..słuchaj swojego kumpla a mówie ci..daleko zajdziesz…-zaświergotał czarnuch…
-Taa…nie bądź taki do przodu bo cie z tyłu braknie
-Lori?…moge o coś zapytać-rzekł niesmiało Gustav..Dziewczyna bała się pytań o Mimi,a czuła że właśnie o to chce zapytac ją przyajciel…
-Jasne…-powiedziała lekko…
-Widzisz…bo..mamy pracować..z…Mimi..a między wami chyba nienajlepiej sie układa ostatnio…O co w ogóle poszło?…-powiedział na jednym oddechu Gucio..
-Nie wydaje mi się żeby to była twoja sprawa-rzekła sucho blondyna…
- Wydawało mi się, że jesteśmy przyjaciółmi, a nie będe pracował z kimś kto się żre ze swoją jakby siostrą. Sorry
- Jak chcesz – rzekła sucho, a Gustav wyszedł trzaskając drzwiami, Lotria spojrzała na Billa i Toma groźnie, a ci również wyszli najszybciej jak mogli.
- Ostra dziewczyna – powiedział Bill, kiedy szli korytarzem do wyjścia
- Ale ładna – powiedział Tom uśmiechając się, brat spojrzał na niego niepewnie
- Fajnie by było mieć kogoś takiego za…przyjeciela
- Teee brat spadaj, ona jest moja. Dziewczyna sama wybiera zapominasz?
- Taaa.. tylko wszystkie wybierają ciebie
- Wiesz w czym problem?
- Nie…
- W tym, żeee…

Komentarze zamknięte.