Potwór bez serca 2
Same pojeby tutaj są – myślała Lotria jedząc kolację – “number one – babochłop ładny, ale noo kurcze noo… babowaty… co, jak co, ale ja orientacji specjalnie dla niego zmieniać nie będę……number two – drutomajtas? ….ten jeszcze lepszy…tylko te “włosy”…w dodatku wygląda. jakby miał na sobie worki po kartoflach, za niedługo się w nich utopi…ja to mam życie…i co tu wybrać…tak to jest dobre słowo – CO!! Że też musieli się wprowadzić, same problemy przez nich…”-prowadziła monolog w myślach…
-Lotria…modlisz się do tego talerza? Zaraz mi tutaj dziecko zaśniesz nad tymi kanapkami…-A właściwie…może opowiesz mi coś o tym chłopcu córeczko…
-Tyle razy ci mówiłam żebyś nie mówiła do mnie “córeczko” – krzyknęła Lori…-a co do Billa to…
-Bill? A któż to? -dziewczyna dopiero teraz zauważyła, że ojciec wrócił do domu…Czyżbym o czymś nie wiedział? – uśmiechnął się znacząco ojciec blondyny..
- Nie tato to żaden mój chłopak i nie będę się z nim żenić – uprzedziła blondyna, zawsze ją to denerwowało, bo nie interesowała się chłopakami, a ojciec najchętniej wrzuciłby ją z nikim przed ołtarz, bo uważał, że jest dorosła
- Aha – mruknął niezadowolony i poszedł pod prysznic
- No to co ta za chłopiec?
- No jejku, Bill ma na imię mieszka gdzieś tutaj obok, chyba w domach po Baronach. jejku nie wiem znam go pare godzin zaledwie, a teraz jak nie masz nic przeciw to pójdę się myć i spać – wstała od stołu i poszła do pokoju biorąc puszkę z colą i kanapkę z sałatką ” przerzucam się na wegetariaństwo” pomyślała i uśmiechnęła się zadziornie do siebie, usiadła na komputer i włączyła gadu gadu. Zawsze gdy ponawiała tę czynność czekały na nią wiadomości od jej przyjaciółki, a teraz cisza. Nie miała wielu osób na gadu, jedynie Delienę, Efendi, Lazillę, Gustava, Mimi, Georga, Melindę, Ruperta oraz pare kuzynek. Jedynie chętnie z nią rozmawiał teraz Georg, Deliena i Lazilla, wszyscy jednak po chwili kładli się spać, bo było już po 22. Zmorzył ją sen, a w tym momencie wpadła na genialny pomysł jak pogodzić się z Mimi, na szafce leżała pożyczona od Mileny prostownica do włosów.
“Cześć, słuchaj mogłabym wpaść jutro? Bo zostawiłaś prostownicę” – napisała pośpisznie
“Po co chcesz przychodzić? Żeby znowu mnie wyzywać? Nie dziękuję pa” i zeszła z gadu, Lotria czuła jak po jej policzkach spływają łzy
“Nic z tego nie będzie, za późno na cokolwiek, zadowolona jesteś z siebie?”- pomyślała Lori, wycierając łzy z policzków, ale za każdym razem powodowało to jeszcze większy strumień łez…płakała, było to nie zależne od niej…nagle poczuła się samotna, niezrozumiana…zagubiona…”co ja najlepszego zrobiłam, po co…?”-myśli nie dawały jej spokoju, najchętniej pobiegłaby teraz do Mimi, przeprosiłaby ją i błagała o dalszą przyjaźń, ale przepraszanie nie leżało w naturze Lori….”Nie mogę jej pokazać, że cierpię, że sobie nie radze…Jak tak dalej pójdzie stracę wszystkich przyjaciół…najpierw Milena, teraz Gucio…kto będzie następny? Georg, Deliena…a może Lazilla?…”-zaczęła wyliczać Lori…”Za niedługo zostanę sama, nie będzie nikogo z kim będę mogła porozmawiać…a wszystko przez jedną głupią kłótnie…przez mój przerażający charakter”- kontunuowała…
“Jedynie te cymbały mi zostaną, ale… jejku kopnęłam Billa a on doprawdy nic takiego mi nie zrobił. Kopnęłam go bo mi się podoba, a nie chcę żeby mi się podobał. Jestem samolubna, najlepiej pójdę i się powieszę” – pomyślała i opadła na łóżko zasypiając. Męczyły ją koszmary, a cały tydzień był pełen ciężkiej roboty, w dodatku chciało jej się płakać gdy widziała siedzącą obok niej Mimi skupiającą się na pracy. Widziała tylko jej zimne oczy, które niegdyś patrzały z blaskiem i szczęściem, słyszała mroźny i obojętny głos, który niegdyś wtórował jej przy wielu sprawach. A ona zawaliła, przez jej egoizm zepsuła to wszystko co było wspaniałe
- Lori, masz już tę piosenkę? – spytał Gustav w piątek przy ich kolejnym spotkaniu – wypadałoby mieć ją już i zacząć ćwiczyć skoro w poniedziałek mamy grać – nadal miał do niej żal o wszystko. Lori kiwnęła głową, a wszyscy wpatrzyli się w nią jak w obrazek czekając aż zacznie śpiewać.
Chciałabym ale wiem
Nie cofnę czasu nie
Chciałabym ale wiem
Nie umiem przepraszać nie
Mijałam każdy dzień
Nie zważając że biegną inni
Podrzucałam im kłody pod nogi
By osiągnąć swą własną satysfakcję
Irytację poczułam znów,
gdy poczułam co naprawdę ważne
Nie cofnę czasu wiem
Nie umiem przepraszać nie
Kto wie, a może kiedyś
Lepszy będzie dzień
Słońce wyżej wzejdzie
i uratuje mnie
Jakbyś mogła szansę dać
Jakbym mogła cofnąć czas
Zaczęłabym patrzeć na wszystko z dystansem
Nauczyłabym się kochać, patrzeć żyć
Z przyjaciółmi spędzać czas
Dla nich być
Całym światem…
zakończyła, a z jej oczu popłynęły łzy. Zapadło milczenie
Wszyscy byli po wrażeniem jej występu…Jedynie Gucio i świadkowie ich kłótni -bliźniacy widzieli prawdziwy sens słów, które przed momentem wyśpiewałam Lotria. Reszta nie do końca, toteż Lazi, Del i Georg nie rozumiejąc powagi sytuacji wstali i zaczęli bić brawo…jak szaleni…Nagle dotarło do nich, że to nie czas ani miejsce na wygłupy…Wszyscy siedzieli teraz wpatrzeni w Lotrie i Mimi…czekali na jej reakcje…Tom nie dawał za wygraną i nawet w takiej chwili zabiegał o względy dziewczyny…latał jak idiota wokół niej z chusteczkami i wycierał jej mokre od płaczu policzki…
-Toooooomm! Odwal się ode mnie…słyszysz…?! zostaw mnie w spokoju…wsadź se w dupę te chusteczki.. mam dooość…nie mam już siły i ochoty tak dłużej żyć – Lori wybiegła na zewnątrz i pognała ile sił w nogach do pobliskiego parku…tam mogła sobie spokojnie popłakać i żaden półgłówek nie latał za nią z chusteczkami…usiadła na ławce i ukryła twarz w dłoniach…czuła się przegrana, czuła, że nie wytrzyma tak dłużej….
-Nie moge…nie moge! -zaczęła krzyczeć…Czy ja zawsze musze wszystko zniszczyć?! Dlaczego zrozumiałam swój błąd dopiero teraz…DLaaczego…-
krzyczała Lotria nie przerywając płaczu…szlochała coraz bardziej…a łzy coraz szybciej spływały po jej policzkach. Chciała bym zasnąć….zasnąć i już nigdy, przenigdy się nie obudzić…-krzyczała w dalszym ciągu Lori…-Nie mów tak…w ten sposób nie rozwiążemy problemów….jedynie uciekniemy od nich, a to jest zwykłe tchórzostwo…-W pierwszym momencie blondyna nie rozpoznała głosu przyjaciółki…Była przekonana, że to Tom…w końcu miał równie piskliwy głos jak baba….
-Zjeżdżaj Tom…już cię tu nie ma! – wycedziła zapłakana dziewczyna…
-A ja…też mam stąd iść? Mnie też nie chcesz widzieć i ze mną rozmawiać? – Dopiero w tym momencie blondyna uniosła głowe, żeby zobaczyć kto stoi koło niej….Nie mogła uwierzyć własnym oczom…to była Mimi…Bacznie przyglądała się przyjaciółce, swoimi dużymi, brązowymi oczami, w których Lotria dostrzegła łzy…
-Mmmmimi? – wydusiła blondyna…co ty tutaj robisz? Ja nie wiedziałam, że to ty…Jeżeli chcesz mi teraz powiedzieć, że jestem potworem bez serca, to błagam…nie rób tego…wiem że postąpiłam źle, wiem, że powinnam była się inaczej zachować…Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło…nie wiem co się w ogóle ze mną wcześniej działo…jak mogłam być taka nieczuła?!…ohh.. Mimi…tak bym chciała cofnąć czas…zapomnieć o tym co było i zacząć jeszcze raz…
- Again and Again, you coming soon… – zanuciła przyjaciółka przez łzy, to była ich ukochana piosenka śpiewały ją zawsze gdy było im smutno, ułożyły ją jak były pod namiotami 5 lat temu, wtedy się poznały. Stały tak naprzeciwko siebie i żadna nie umiała już wydusić słowa, padły sobie w ramiona i mówiły sobie najwspanialsze rzeczy na świecie
- Nie umiem bez Ciebie żyć – wyszeptała Lori
- Ja bez Ciebie również będziesz moją…
- Będę twoim oddechem, twoim sercem, drogowskazem, podłożem, oparciem i czym tylko zechcesz – powiedziała pełna dumy z samej siebie, teraz jej koleżanka nie była w cieniu, była na równi, obydwie były na jednym stopniu, oby dwie tak samo ważne. I Lotria mimo obaw nie czuła się zazdrosna, a wręcz szczęśliwa. Te dni były dla niej najgorsze na świecie, nauczyła się kochać
- Poznasz mnie z Billem? – spytała nieśmiało Mimi
- Ładny jest prawda? – zagadnęła blondyna, przyjaciółka otworzyła oczy ze zdumienia, bo nie mogła uwierzyć własnym uszom – No gdyby nie to coś co ma na głowie – zaśmiały się obydwie i ruszyły w kierunku jej domu trzymając się za ręce i machając nimi
- A wiesz, że przydomek gównoryje do nich pasuje od nazwiska? – spytała Mimi szczerząc śliczne białe ząbki
- No jaasne, ale Billa nazywamy Gównoryj, a Toma
- DRUTOMAJTAS – powiedziały równo, zaczęły się śmiać na całego, a żadna z nich nigdy nie czuła się tak wspaniale. Choć zadziorny charakterek Lori został to nauczyła się doceniać kim naprawdę są dla niej przyjaciele. Niegdyś znajdowała sobie tylko ludzi opuszczonych i pokrzywdzonych przez los, bo chciała być dla nich kimś w rodzaju Boga, a nauczyła się, że nie na tym rzecz polega. Cała przyjaźń oparta jest na wspólnym zaangażowaniu w pracę, na tolerancji, na dawaniu poczucia bezpieczeństwa, bycie dla kimś oddechem i każdym dniem.