Z pamiętnika Linci

I jak zwykle razem z turkawka błąkamy sie bez celu… Wstałąm dzisiaj rano i znowu tak starsznie mnie zabolał brzuch… feeh… poczułam sie okropnie i blehhh zaczełąm wymiotować, matka chyba coś sie skapneła… ale ja nic! ide do turkawki trzeba sie zwierzyć ze swoich problemów.
- nom jak tam?? -spytała
-ah okropnie, matka już chyba wie co jest grane z moim brzuchem… kurwa
-eeee no co ty! to nie możliwe,mówie ci musimy coś z tym zrobić
-A może pogadać z Pawłem jeszcze?? On sie z ciąży cieszy…
-no to spotkaj sie z nim! i spytaj sie co dalej robicie
Oky,odpowiedziałam i szybko zadzwoniłam do niego
-Musimy się spotkać! i to szybko w zimowy ogrodzie! czekam
To mówiac odłożyłam słuchawke, jak zobaczyłam go był taki zmachany i cały hmm tak jakby oblany wodą… Szybko się przytulił i pomacał mój brzuch
-Jak nasze dziecątko??
-No własnie! musimy o tym porozmawiać, nie wiem co robić… jak matka sie dowie to mnie i ciebie zabije… chyba sie zdeyduje na aborcję, jak myślisz??
-Nie! ja chce żebyś urodziła to dziecko! prosze…
-No ciekawe jak??!! kto to utrzyma? matka mnie zabije i z domu wypieprzy
-Nie martw sie bedzie dobrze, pójdziemy dzisiaj do nich porozmawiac, oki słonko?? i jak chcesz to Turkawka pójdzie znami, później weźmiemy ślub i będziemy mieli drugie dziecko, wszystko sie jakoś ułozy!:)
To mówiac zaczeliśmy sie przytulać i całować.
-Turkawka! muśisz iść dzisiaj ze mną i pawłem do moich rodziców… mówimy im o ciązy.. Przyjdz! Tak brzmiał mój sms.
o 20 wróciłam do domu i powiedziałam mamie że będą goście, zaczeła przygotowywać wszystko stół itp. Heh ciekawe po co to jak i tak nic nie zjemy… W jednej chwili dzwonił dzwonek do dzwi to Paweł i turkawka, oboje weszli i zaczeła sie rozmowa z rodzicami Pawła i Moimi
-A wiec chcemy wam powiedzieć że za 8 miesięcy narodzi się nasze dziecko…

Komentarze zamknięte.