Z pamiętnika turkawki
-ejjj… Lina… To weź idź na jakąś aborcje czy coś…
-no właśnie nie wiem… Trochę się boję… Bo to chyba trzeba mieć potwierdzenie rodzica…
-nie bój dupy! Załatwimy to…
-dobra. Kończmy już ten temat. Nie chcę rozmawiać już o tym pieprzonym bachorze:/-Lina wyglądała na serio nieźle wqrzoną z tego powodu.
-oki. Spoko.
-O! a wiesz co mi paweł zaproponował??
-no?
-wyjście na pizzę:)
-no to spoko. Tylko nie róbcie tam tego… Miejsce publiczne:D
-szczerze to myślałam że pójdziesz z nami…
-niee… mam trochę innych rzeczy na głowie. Sorki.
-dobra looz..-odpowiedziała Linka trochę zmieszana. Chyba myślała że się zgodzę.
-oki ja juz muszę lecieć. NARA!!-pożegnałyśmy się a ja pobiegłam do domu. “Ja pierdziele! Co ja mam zrobić z tym czubem co do mnie dzwonił??!!” myślałam ciągle. W końcu zdecydowałam że kiedyś musimy się spotkać. Do odważnych świat należy-dzwonię!
-halooo??
-no cześć
-słuchaj, musimy się spotkać i pogadać
-próbowałem dzisiaj ale coś się nie udało.
-dobra mniejsza o to. Spotkajmy się za godzinke w parku. SAMI!-nawet nie czekając na jego odpowedź rozłączyłam się.
W drodze do parku zastanawiałam się dlaczego nie zadzwoniłam po Linę. Nieważne. Ona pewnie też o wielu rzeczach mi nie mówi.
-cześć-usłyszałam zza pleców
-siema. Długo czekałeś?
-nie, właśnie przyszedłem
-słuchaj, no bo ten, sorki że przedtem tak się jakoś dziwnie zachowałam.
-dobra nic nie szkodzi. Chodźmy sie przejść. Może opowiesz mi coś o sobie??
-zgoda
Szliśmy przez park, gadaliśmy dosyć długo-zrobiło się ciemno. Okazało się że Piotrek jest całkiem nie tylko symptycznym, ale z tego co mówił bogatym kolesiem. Rodzice mają własną sieć sklepów:) Piotrek ma czarne, krótkie włosy na gelu, białe zęby i śliczne szaro-niebieskie oczka. Gadało nam się super. Odprowadził mnie do domu. Było bardzo miło.